wtorek, 8 marca 2016

Zapalenie gardła z gorączką i bólem stawów ale nie angina - usilne starania bez antybiotyku, Ale skończyło się inaczej

Zawsze staram się unikać leków, ale czasami już nie mam sił i czasu ani możliwości leżenie 3 tydzień w domu i leczenia się naturalnie.
Zastanawiam się czy są w środowisku blogowym osoby, które dobrze się odżywiają, uprawiają sport, hartują się i nawet jeśli zachorują to zdrowieją szybko i naturalnie. Jeżeli tak macie to proszę napiszcie do mnie.

Oto krótki :) opis mojej kapitulacji - czyli jak po 10 dniach walki z "przeziębieniem" postanowiłam wziąć antybiotyk. Zaczęło się jak zwykle od zapalenia gardła. Z początku miałam tylko suche gardło i chrypkę więc piłam syropy. Trzeciego dnia nie mogłam już połykać śliny, ból nasilił się w nocy. Budziłam się co 3 godziny i piłam rumianek albo len. W dzień się poprawiało jak dużo piłam i ssałam tabletki na gardło, w nocy zaś budziłam się z bólem. Rano zaczęłam odkrztuszać sporo ropnej wydzieliny, w dzień zaczął się kaszel. Zaczęłam pić syropy wykrztuśne, ciepłe herbaty z miodem i syrop z czosnku i cytryny jak zwykle. Już się ucieszyłam, bo po tygodniu przeszedł ból gardła i mogłam zasnąć w nocy, ale budziłam się z mokrym kaszlem i sporą ilością flegmy.
Poszłam więc do lekarza, który nie stwierdził anginy ale zapisał mi antybiotyk. Postanowiłam go nie brać bo lepiej się czułam, miałam "tylko" ropny kaszel". Kaszlałam od trzech dni, aż czwartego dnia dostałam temperatury i nie mogłam wstać z łóżka. Oprócz osłabienia i kaszlu miałam także bóle w stawach kolanowych i łokciowych - wystraszyłam się. Policzyłam, że to już 10 dzień choroby i mam dość, jutro miałam iść do pracy a tu nie mogę podnieść się z łóżka.
Zastanawiałam się gdzie popełniłam błąd i na co jestem tak naprawdę chora - na anginę bez zapalenia migdałków czy na inne zapalenie, a może mam zapalenie oskrzeli bo już sporo kaszlałam, a wejście schodach po wizycie od lekarza było dla mnie dużym wysiłkiem.
Przed wzięciem pierwszej dawki azycyny długo zastanawiałam się czy te duże ilości ropy zielono- żółtej to na pewno infekcja bakteryjna. Czytałam, że flegma może być także objawem infekcji wirusowej jak i bakteryjnej.Sądząc po długości mojej choroby podejrzałam, że na pewno paciorkowce się już solidnie namnożyły i nie mam więcej czasu na "naturalne leczenie". Nie miałam już ani czasu ani ochoty być wyłączona z życia kolejny tydzień.
Po pierwszej dawce antybiotyku, którą wzięłam o 17, zaczęłam mieć większą gorączkę wieczorem i strasznie rzucałam się w nocy. Obudziłam się strasznie spocona,  z koszuli nocnej można było wykręcać wodę. Osłabienie sięgnęło zenitu, leżałam plackiem cały dzień, kilka razy wstając do toalety. Przez moment w toalecie popatrzyłam na siebie i nie mogłam poznać - małe oczy, blada, biała cera, suche usta, mętny wzrok i ogólne otępienie. Dawno temu nie czułam się tak chora.
Drugiego dnia było nieco lepiej, wstałam kilka razy z łóżka i zjadłam banany, dużo piłam, gorączka utrzymywała się 37-38. Trzeciego dnia brania azycyny odczułam znaczącą poprawę ale dopiero wieczorem, gdyż rano nadal miałam bóle w stawach. Po pierwszej dawce znacząco zmniejszała się ilości i rodzaj flegmy - odkrztusiłam już tylko 3-4 rano rano i kilka razy w ciągu dnia, dnia wcześniejszego musiałam zużyć paczkę chusteczek na sporo ilość ropy.
Trzeciego dnia wróciłam do świata żywych i mogłam wreszcie popatrzeć na siebie w lustrze i się poznać.
Czy żałuję, że wzięłam antybiotyk? Aktualnie nie, bo zaczynam czuć się dobrze i utwierdzam się w wierze, że doszło już do infekcji bakteryjnej z którą mój organizm nie radził sobie a ja nie chciałam się więcej niż 10 dni męczyć z przeziębieniem.
Przyczyn mojej choroby są dwie - brak witaminy D oraz przemęczenie. Umysłowa praca powyżej 10-12 h dziennie potrafi skutecznie zmęczyć. O wiele lepiej się czułam jak pracowałam po 8 h i uprawiałam przynajmniej godzinkę sportu. O witaminie D zapomniałam w grudniu jak skończył mi się tran i nowego nie kupiłam.
Na pewno wiele z was, uzna moje czekanie na poprawę za nierozsądne, ale ja znam swój organizm i wiele razy wychodziłam z takiego przeziębienia i nic mi nie było. Były sezony zimowe, że uprawiałam sport z lekkim bólem gardła i szybko przechodziło na świeżym powietrzu, faktem jest jednak że miałam spory zasób witaminy D w organizmie jak sądzę. Kolejny raz nauczyłam się czegoś o sobie i wyciągnę konsekwencje.
Ciekawa jestem czy jest wśród blogerów, ktoś leczący się naturalnie?

poniedziałek, 9 lutego 2015

Dlaczego nie chudne ? Blokery tracenia tłuszczu

Obejrzałam film Tracy i znów przypomniało mi się to co czytam regularnie od kilku lat czyli :
Dlaczego nie chudnę mimo "pilnowania się", sportu itp.



Pierwszy najistotoniejszy powód to: STRES.
W stresie organizm blokuje utratę tłuszczu, mamy wysoki poziom glukozy. W dawnych czasach w czasie stresu, który doznwaliśmy chodziło właśnie o nie tracenie tłuszczu, ale teraz kiedy modne jest skinny taka reakcja organizmu denerwuje nas i zniechęca do odchudzania. To błędne koło chcemy sie odchudzić , ale jesteśmy w stresie, nie chudniemy więc przysparzamy sobie dodatkowego stresu i tak w kółko. Jak wyjść z tego błędnego koła?
Można zacząć od wyeliominowania żywności, która powoduje stres. Tutaj ciekawie opisuje to Jillian McKeith w swojej książce "Jesteś tym co jesz":
Kofeina - czyli kawa, napoje itp,
Alkohol - pobudza wydzielanie adrenaliny, oprócz tego zmniejsza zdolność wątroby do usuwania z organizmu szkodliwych substancji.
Słodycze - wyczerpuje nadnercza, prowadzi do nadmiernej drażliwości.
Sól - zwiększa ciśnienie krwi - uwaga na przetworzoną żywność.
Tłusta żywność - mięso, mleko, smażone potrawy, przekąski nasączone tłuszczem, tłuszcze trans, które blokują zdrowe tłuszcze.
Czerwone mięso - zwiększa poziom dopaminy i norepinefryny w mózgu, oba te związki łączy się z wyższym poziomem lęku i stresu.
Żywność rafinowana - wysoko przetworzona z białej mąki - białe pieczywo, do jego strawienia organizm musi wykorzystać witaminy i minerały, tym samym uszczuplając ich zapas.
Pikatna żywność - podrażniają wysciółkę żołądka,
Konserwanty - organizm musi ciężko pracować, żeby je usunąć.

Ogólnie można powiedzieć, że jeżeli nasz organizm jest w stanie stresu czyli podwyższonej gotowości to ma wysoki poziom kortyzolu a jak wiadomo  za wysoki poziom kortyzolu jest wrogiem spalania tłuszczu.


Druga sprawa to brak świadomości ile tak naprawdę jemy. Tutaj pomoże dzienniczek i zapisywanie tego co jemy. Dobrym rozwiązaniem jest planowanie tego co będziemy jednli i odznaczanie w kalendarzu posiłków. Jest to taka forma dyscypliny, ale przynosi efekty.
Ci co się bronią przed zapisywaniem dokładnie ile i co jedzą mają swoje powody - nie chcą się przed sobą przyznać ile tak naprawdę podjadają (paluszki, cukierki, słodkie kawy, kilka żelek, "jedzenie przed lodówką" gryzy itp.

Wnioski dla mnie: a ja się dziwiłam koleżance, która schudła dzięki Jodze, teraz już wiem, że to możliwe. Nie ma się co napinać, bo to najbardziej szkodzi naszej figurze - stres i jedzenie byle czego bez planu.

piątek, 19 grudnia 2014

Naciągacze internetowi - jak ich poznać ?

Najpierw chciałam wyjść  od tego o jakie oszustwa chodzi ?

Chodzi o naciągaczy internetowych obiecujących pomoc w prowadzeniu e-biznesu.

Jak wiadomo coraz więcej Polaków szuka dodatkowego źródła zarobku, gdyż  wypłata z pensji na etat wystarcza na opłacenie rachunków i kredytu. Chcemy żyć na poziomie europejskim, wyjeżdżać z dziećmi na wczasy  i kupować markowe produkty....ale do rzeczy.

W internecie aż roi się od osób które chcą nam "pomóc" w prowadzeniu e-biznesu. Sama spotkałam się z ponad 100 stronami na ten temat.

Oszukiwanie w białych rękawiczkach

Strony naciągaczy wyglądają bardzo profesjonalnie, ba oni wyglądają profesjonalnie. Zwracają uwagę na modę i są ubrani z reguły w garniturki i  właśnie markowe ciuchy.

Same strony od strony technicznej sa także dobrze zrobione i przyciągają uwagę. Naciągacze używają popularnego rodzaju strony nazwanej przez profesjonalistów z marketingu Squezze page (wyciskacz). Jak już sama nazwa sugeruje strona ma wycisnąć z Ciebie kontakt - w postaci Twojego emaila lub telefonu i imienia.

Imię to podstawa, gdy ktoś zna nasze imię automatycznie wzbudza nasze zaufanie. Czy każdy squezze page jest zły - oczywiście, że nie, jest wiele ciekawych produktów , kierowałabym się tutaj wyczuciem.

Naciągacze tak jak i uczciwi marketerzy budują listy adresowe, aby sprzedawać swoje produkty. Zarówno jedni jak i drudzy używają technik manipulacji, ale chodzi to co dostaniesz na końcu. Produkt nr 1 - jak oszukiwac innych czy Produkt nr 2. - Jak otworzyć swój własny biznes internetowy np. sklep, blog i działać z myślą wartości dodanej dla klienta. naciągacze myślą jak wzbogacić się sami i jak uzyc potencjalne "ofiary" (ofiara czyli osoba w wieku 25-50 lat szukająca sposobu wzbogacenia się, nieco zdesperowana, zmotywowana aby słuchać i robic to co jej się mówi )

 

Techniki perswazyjne używane przez naciągaczy

Tego jest naprawdę multum. Naciągacze chodzą cały czas na szereg szkoleń z motywacji, coachingu, aby wiedzieć jak podejść swojego potencjalnego klienta (ofiarę)

Jedną z ciekawszych technik jest tzw. "wzruszyła mnie Twoja historia" czyli na stronie takiego naciągacza jest opowiedziana historia jak to On lub Ona pracował naprawdę ciężko w pracy na etat , wstawał o 5 rano, dojeżdżał 3 godziny do znienawidzonej pracy i męczył się w niej bo zawsze marzył o swoim biznesie, a wtedy zjawił sie ON. Ten on oznacza mentor, który poprowadził go i wyrwał z tego bagna. W międzyczasie wszyscy sie od niego odwrócili i zostawili - żona, pseudo-przyjaciele i rodzina.

 Teraz oto on (naciągacz) powstał jak Fenix z popiołów i żyje jak pączek w maśle prowadząc e-biznes.

Inna to najpierw dawanie czegoś naprawdę wartościowego "za darmo", bezpłatne szkolenia po to aby zdobyć zaufanie, ale także posługują się znaną w marketingu metodą wdzięczności - dostaje będziesz chciał się odwdzięczyć.

Technik perswazyjnych jest tak wiele i jeżeli wydaje Ci się że nie dałby się nabrać na to to już teraz Ci mogę powiedzieć, że się mylisz.

 

Dlaczego dajemy się naciągać?

 

Wyobraźmy sobie podatny grunt. Mężczyzna około 30tki, nazwijmy go Michał, ambitny pracujący w firmie gdzie go nie doceniają, mający aspiracje założenia własnej firmy bądź chociaż zarobienia dodatkowego dochodu. Jest dzień w, którym ten nasz Michał ma doła, bo kolejny raz nie został doceniony, a wypłata starczyła na skromne zakupy w Biedronce.  Ta osoba zaczyna szukać  dodatkowej pracy w internecie i trafia na stronę naciągacza, który obiecuje "opiekę", która oznacza  to "jeżeli będziesz ciężko pracował i stosował się do moich zaleceń to osiągniesz sukces". Zasady niby jasno i uczciwie postawione - Michał ma ciężko pracować. Michał nie jest głupi i wie, że "gruszek na wierzbie nie ma" więc rozumie, że ma ciężko pracować i musi zmienić swoje myślenie.  Michał ma wątpliwości czy to co proponuje naciągacz i rozmawia z rodziną. Jak łatwo się domyślić  nieprzychylność rodziny skutecznie pcha go w "rączki" naciągaczy. Dzwoni do nich/niego  i dostaje wiązankę motywacyjną - o tym ile to jest wart i że może osiągnąć sukces, że marnuje się na etacie i jeszcze pokaże rodzinie i znajomym!

Michał decyduje się działać nieco w ukryciu, czyli nie mówiąc rodzinie zgadza się zrobić to co proponuje naciągacz. Co się dzieje później?  Michał pracuje w każdym swoim wolnym czasie i uczy się dużo, jest zafascynowany.  Coraz bardziej daje się omamić, wydaje pieniądze na coraz to nowe "niezbędne dla jego rozwoju szkolenia" . W ukryciu przed żoną likwiduje lokaty, żeby mieć na wyjazdy na szkolenia w nadzieii na wiedzę i osiągnięcie celu czyli własnego mega biznesu. Ciagle jednak jest o krok od niego, ciagle mu czegoś brakuje. Traci siłę, ale jego "opiekunowie"  motywują go do działania poprzez kolejne płatne szkolenia. (i tak w kolo Macieju.....)

PO kilku miesiącach albo latach Michał jak łatwo się domyślić nie odnosi sukcesu i jest zrezygnowany, rozczarowany. Co mówi jego Guru (naciągacz) ? - że nie stosował się do jego rad i za mało albo źle pracował.

 

Co sprzedają naciągacze?

 

Na początku nie widać konkretnego produktu, a bardziej rzuca sie w oczy  - coaching,  szkolenia, "tajemną wiedze jak osiągnąć sukces", "swoje doświadczenie"  jakieś pakiety, usługi etc. Z czasem ujawnia się, że będą to jakieś startery i abonamenty na coś.

 

PR naciągaczy w skrócie:

nienaganny wygląd

na stronie www - wiele osób na zdjęciach, które skorzystały z oferty

wiele pozytywnych opinii pod osobą, zdjęciem

zdjęcia ze znanymi osobami

zdjęcia z mentorami (  amerykańcy pisarze lub szkoleniowcy robią sobie zdjęcie z każdym kto jest na szkoleniu)

zdjęcia znanych osób na profilach social media, że niby sie wzorują na ich teorii i zasadach moralnych

profile na Facebooku z duża ilością laków np. 2000

profile na wszystkich możliwych social media- pełne od aktywności

 

Jak odróżnić naciągacza od prawdziwego  coacha (osobę, która pomoże Ci stworzyć swój start-up?

Przerabiam to od 2 lat i kilka nazwisk mogłabym podać, ale nie zrobię tego, bo moim celem jest abyście sami potrafili  ich odróżnić.