piątek, 13 grudnia 2013

Błonnik Witalny czyli Babka Płesznik i babka Jajowata


Moja rodzina zawsze miała problem z nadwagą i ogólnie trawieniem. Mama zaczęła szukać czegoś na poprawę perystatyki jelit na internecie. Dzięki Adsence jak mama zaczęła szukać w internecie rozwiązania swojego problemu -oferta z błonnikiem witalnym po prostu pojawiła się jako wyskakujące okienko.
Zadzwoniła do mnie, że chce kupić jakiś preparat za ponad 100zł. Jak mi to powiedziała, to oczywiście zaczęłam szukać z czego tak naprawdę składa się ten błonnik witalny.

Oczywiście okazało się, że błonnik witalny można sobie "wymieszać" samemu. Wystarczy kupić sobie babkę płesznik i babkę jajowatą w proporcji 80% i 20%..

Błonnik nie działa przeczyszczająco, ale pobudzająco na jelita. Naprawdę to działa, mama jest zadowolona, gdyż miała problemy z trawieniem i wypróżnianiem się od dziecka.

Błonnik witalny to nazwa marketingowa prawdopodobnie stworzona w celu sprzedaży 1 produktu 10 razy drożej niż dwie babki z osobna.....

Oto co znalzałam o babce płesznika i jajowatej w niekomercyjnych źródłach.- wikipedii:
Działanie Babki płesznik:
Najlepszy środek przeczyszczający dla niemowląt i małych dzieci. Podany doustnie niestrawiony przechodzi do dalszych odcinków jelita, powodując silne pęcznienie treści i pobudzając perystaltykę. Podaje się do picia całe nasiona w ilości 5-15g (1-2 łyżeczki wg wieku), namoczone w przegotowanej wodzie, mleku, herbacie lub kompocie. Dla niemowląt przygotowuje się kleik z podanej ilości surowca w naparach z rumianku. Kleik stosuje się rano i wieczorem. Surowiec polecany jest także kobietom w ciąży (w większych dawkach), gdyż skutecznie zastępuje inne, nieraz gwałtownie i silnie działające, środki przeczyszczające[6]. Działanie nastepuje po 12-24 godzinach lub nawet później.
Działanie babki jajowatej:
Nasiona są bogate w substancje śluzowe. Liście babki przyłożone do ran otwartych łagodzą ból i przyśpieszają gojenie. W Polsce jako roślin leczniczych używa się babki lancetowatej (Plantago lanceolata) i babki zwyczajnej (Plantago maior), ale pozostałe gatunki maja podobne własności lecznicze.


Podsumowując ten zestaw działa na perystaltyke jelit i pomaga ale można go zrobić samemu mieszając babkę jajowatą z płesznikiem.

niedziela, 13 października 2013

Zapychające, komedogenne składniki w kosmetykach

Niestety należę do osób, które źle reagują na zapychające składniki w kosmetykach. Moja cera zawsze była raczej mieszana lub tłusta.
Znalazłam liste składników komedogennych, zapychających i zaznaczyłam, które sprawdziłam, że faktycznie zpychają i powodują stany zapalne u mnie:) na niebiesko.
Co do składników zaznaczony na czerwono, które znalazłam w szamponach do włosów, powodują u mnie bąble na skórze głowy. Bąble są bolesne i czasem mają postać guzków.
Uważajcie na te składniki, jeżeli macie tłustą skórę gowy i twarzy.
Ciekawy artykuł znajdziecie także tu:
http://thescienceofacne.com/what-does-non-comedogenic-mean/


substancegrade
squalane1/5
butyl stearate, 5% in mineral oil2/3
coconut oil2/3
decyl oleate2/3
hydrogenated lanolin2/3
isoparaffin c13-162/3
isopropyl lanolate2/3
isopropyl palmitate2/3
isostearyl alcohol, 10% in mineral 2/3
myristyl myristate2/3
myristyl propionte2/3
natural vitamin e in corn oil2/3
octyl dodecanol2/3
petrolatum, vaseline white petroleum jelly (cheeseborough ponds)2/3
ppg 15 stearyl ether2/3
sesame oil2/3
sorbitan sequioleate2/3
capric/caprylic triglyceride2/4
a&d additive2/5
almond oil2/5
amerchol2/5
anhydrous lanolin2/5
anhydrous lanolin2/5
apricot kernel oil2/5
ascorbyl palmitate2/5
butylene glycol2/5
capric acid2/5
ceteareth-202/5
cetearyl alcohol2/5
cetyl alcohol2/5
d&c red #402/5
di (2 ethylhexyl) succinate2/5
ehtylhexyl pelargonate2/5
eicosanoic acid2/5
glycerol monostearate2/5
glyceryl stearate 50% mineral oil2/5
laneth-102/5
lanolin absorbive base2/5
lanolin acid2/5
myristyl alcohol2/5
oleth-102/5
oleth-3 phosphate2/5
olive oil2/5
palmitic acid2/5
peach kernel2/5
peanut oil2/5
peg 100 distearate2/5
peg 150 distearate2/5
pentaerythrital tetraisostearate2/5
PG caprylate/caprate2/5
PG diperlargonate2/5
phytantriol2/5
polysorbate 202/5
polysorbate 20 2/5
ppg 12 peg 65 lanolin oil2/5
propyl gallate2/5
propyl gallate2/5
robane2/5
sandalwood seed oil2/5
squalane2/5
steareth-22/5
steareth-202/5
stearic acid2/5
stearic acid2/5
stearyl alcohol2/5
sulfur 10% in alcohol gel2/5
tocopherol2/5
triethanolamine2/5
acetylated lanolin alcohols3/3
butyl stearate 100%3/3
cocoa butter3/3
crude coal tar 1%3/3
crude coal tar 5% in min oil3/3
crude coal tar, 5% in mineral oil3/3
flax oil (linseed)3/3
isopropyl isostearate3/3
isopropyl linoleate3/3
isopropyl myristate3/3
isostearic acid, 50% in pg3/3
isostearyl alcohol3/3
lanolic acid3/3
lanolic acid, 10% in mineral oil3/3
lanolin acid3/3
myreth 3 myristate, 50% in pg3/3
octyl palmitate 100%3/3
oleic acid3/3
oleic acid3/3
oleic acid3/3
oleic acid 3/3
oleyl alcohol, 50% in pg3/3
petrolatum, vaseline petroleum jelly (cheeseborough ponds)3/3
pine tar (5% in mineral oil)3/3
pine tar 5% in min oil3/3
tio2, 25% in propylene glycol3/3
acetol3-5
acetylated lanolin 3-5
acetylated lanolin alcohol3-5
amberlate p3/5
amberlate p3-5
amerchol3-5
ascorbyl palmitate3/5
avocado oil3/5
butyl stearate3/5
butyl stearate 5%3/5
butyl stearate 5%3/5
butyl stearate 5%3-5
butyl stearate 50%3-5
caprylic alcohol3-5
cocoa butter3-5
corn oil3/5
cotton seed oil3/5
crude coal tar 1%3-5
decyl oleate3/5
decyl oleate3/5
dioctyl malate3/5
dioctyl succinate3/5
ethoxylated lanolin3/5
ethoxylated lanolin3/5
ethoxylated lanolin3-5
evening primrose oil3/5
glyceryl stearate se3/5
hexadecyl alcohol3-5
hexane3-5
hexylene glycol3/5
hexylene glycol3/5
hexylene glycol3-5
hydrogenated vegetable oil3/5
hydrophillic ointment3/5
hydrophillic ointment3-5
isopropyl isostearate3-5
isopropyl lanolate3/5
isopropyl lanolate3/5
isopropyl lanolate3-5
isopropyl lanolate-mineral oil3/5
isopropyl myristate 5%3/5
isopropyl myristate 5%3/5
isopropyl myristate 5%3-5
isopropyl palmitate3/5
isopropylan-503-5
isopropylan-50 3/5
isostearyl neopentanoate3/5
lanogene3/5
lanogene3-5
lanolin acid3-5
lanolin alcohol-mineral oil3/5
lanolin wax3-5
lanosterin3/5
lanosterin3-5
lantrol3/5
laureth-233/5
linseed oil3-5
liquid lanolin3/5
liquid lanolin3-5
methyl oleate 50%3-5
mink oil3/5
modulan3-5
myristic acid3/5
myristyl myristate3-5
oleic acid3-5
oleth-53/5
olive oil3-5
peanut oil3-5
peg 200 dilaurate3/5
peg 3003/5
peg 3003/5
peg 3003-5
peg 8 stearate3/5
petrolatum, vaseline3-5
pine tar3-5
ppg 10 cetyl ether3/5
ppg 2 myristyl propionate3/5
sesame oil3-5
sesame oil3/5
shark liver oil3/5
sodium lauryl sulfate 1%3/5
sodium lauryl sulfate 1%3/5
sodium lauryl sulfate 1%3-5
sorbitan oleate3/5
sorbitol3-5
soybean oil3/5
stearic acid TEA3/5
sterolan3/5
sterolan3-5
sulfated jojoba oil3/5
sweet almond oil3/5
tetradecene3-5
water-soluble sulfur3/5
wheat germ glyceride3/5
acetol4/5
acetulan4/5
acetylated lanolin alcohol4/5
acetylated lanolin alcohols4-5
cetearyl alcohol + ceteareth 204/5
cetyl acetate4/5
cocoa butter4/5
coconut butter4/5
ehtylhexyl palmitate4/5
glyceryl-3 diisostearate4/5
isocetyl alcohol4/5
isopropyl isostearate4/5
isopropyl palmitate4/5
isoproyl linolate4/5
isostearyl isostearate4/5
lanolin acid, 50% mineral oil4/5
lauric acid4/5
myristyl lactate4/5
myristyl myristate4/5
myristyl myristate4/5
oleyl alcohol4/5
peg 16 lanolin (solulan 16)4/5
polyglyceryl-3 diisostearate4/5
ppg 5 ceteth 10 phosphate4/5
sodium lauryl sulfate 5%4/5
sodium lauryl sulfate 5%4/5
steareth-104/5
stearyl heptanoate4/5
xylene4/5
butyl stearate5/5
butyl stearate 100%5/5
crude coal tar 1%5/5
hexadecyl alcohol5/5
hexadecyl alcohol5/5
isopropyl isostearate5/5
isopropyl isostearate5/5
isopropyl isostearate5/5
isopropyl myristate5/5
isopropyl myristate5/5
isopropyl myristate100%5/5
laureth-45/5
myristyl myristate5/5



oleth-3
5/5

niedziela, 6 października 2013

Rozczarowana jakością AVON - u ale przecież spodziewałam sie tego.

Uwielbiam maseczki, szczególnie gdy leże sobie w wannie się relaksuję. Maseczki odżywiają moją skórę i dają jej odżywienie, czasem zmatowienie, ale gównie chodzi mi o relaks i poczucie że dbam o skórę :) Trochę więcej w tym psychologii niż kosmetyków.

Wiedziałam, że kosmetyki AVON nie są naturalne, ale skusiłam się potestować maseczki.
Jeżeli chodzi o walory uzytkowe:
- zapach,
- konsystencję,
- rozprowadzanie kosmetyku na twarzy,
- ogólnie nazwałam to walory użytkowe to : kosmetyki AVON oceniam bardzo wysoko.
Klientka po nałożeniu maseczki na twarz będzie się czuła :
- zrelaksowana,
- zadbana
- bedzie jej pachniało...ładnie
- będzie miała wrażenie, że kupiła dobry jakościowo kosmetyk.
Jak wygląda jednak prawda?


Prawda o kosmetykach AVON:
oprócz walorów uzytkowych - mają niestety samą chemię i niewiele naturalnych składników.
Zacznijmy od :
maseczki Peel-Off Face Mask Ginseng Chinois :
Maseczka ma przede wszystkim:
Polyvinyl Alcohol - składnik konsystencjotwórczy, filmotwórczy
alkohol denaturowy, trochę MIKI, żeby klient miał wrażenie rozświetlenia, sporo perfum i na końcu żeń szeń.
Po nałożeniu faktycznie skóra jest odrazu gładsza, ale dzięki chemii, która szybko wyparowuje.

Druga maseczka ma lepszy skład :
Plane Spa turkish thermal baths:  najwięcej substancji matującej- stabilizującego emulgatora: Hydrated Silica, rozmiękczacze, emulgatory, gliceryna, cynk, sporo perfum, silikony i wreszcie glinka, wyciąg z oliwek, sporo barwników.  Nieświadoma klientka ma wrażenie, że maseczka ma swój piękny kolor i zapach  od glinki.

Kolejną maseczkę, którą postanowiłam zdemaskować to :
Maseczka Bali Botanica with Frangipanier & Citronnelle :
niestety  maseczka ma także emulgatory, rozmiękczacze, zagęszczacze, glicerynę,  i perfumy na pierwszym miejscu.Trochę kwasu salicylowego, który zmatowi skórę i na samym końcu niewielką ilość składników naturalnych. Maseczka ma biały kolor, który jest spowodowany dodaniem do niej cynku.


Peeling with Dear Sea Minerals - zawiera zagęstniki i chemię z odrobina soli na końcu.
Kosmetyki nadają się dla klientek niezainteresowanych ekologia, naturalnymi składnikami, naturą. spełniają swoje zadanie jeżeli chodzi o używanie kosmetyku - zapach, poczucie że smarujesz się czymś "dobrym jakościowo". Klientki nakierowane na zapachy bedą zadowolone.
Ja niestety nie zamierzam być klietką AVON na maseczki.....zobaczymy jakie mają kremy i inne kosmetyki.


poniedziałek, 10 czerwca 2013

Wzrokowiec, Słuchowiec, Czuciowiec , Kinestetyk - czyli test na sposób nabywania umiejętności

Kiedyś na warsztatach z psychologii, na które miała okazje przypadkowo pójść ( GCK w Katowicach, na Placu Sejmu Śląskiego) robiliśmy test na sposób nabywania umiejętności.
Test polegał na czytaniu przez prowadzącego pojęć/wyrazów i mieliśmy zapisywać nasze pierwsze skojarzenie, takie najświeższe.
Np. "dziecko" albo "woda"
Mnie wyszło z tego testu, że jestem raczej słuchowcem - test był dla mnie kluczowy, gdyż zdecydował o dalszym moim życiu, o tym jak mam nabywać wiedzę, żeby łatwiej zapamiętać. Od tej pory a minęło ba 15 lat od tej pory :) uczę się języków głównie z audiobooków i piosenek.
 Znalazłam bardzo interesujący artykuł, gdzie scharakteryzowane są te typy:


Podsumowanie
 Pomaga w nauce
 Przeszkadza w nauce
Wzrokowiec
  • środki wizualnego przekazu,
  • obserwacja pokazów, demonstracji,
  • korzystanie z wykresów, schematów, ilustracji
  • robienie list, notatek, rysunków.
  • nieporządek, ruch,
  • przerywanie demonstracji słowami,
  • długie objaśnienia.
Słuchowiec
  • głośne powtarzanie
  • uczy się łatwo z dyskusji i wykładów,
  • lepiej rozumie to co czyta, jeśli może czytać półgłosem,
  • rozwiązując problem „głośno myśli” lub rozmawia z innymi.
  • hałas,
  • zbyt długie i szczegółowe teksty pisane,
  • konieczność opowiadania o tym co widzi, co czuje,
  • zmuszanie do kontaktu wzrokowego .
Czuciowiec
  • konkretne działania, prace ręczne,
  • odgrywanie i przedstawianie tego, czego się uczy w sposób materialny,
  • możliwość ruszania się trakcie słuchania,
  • wycieczki,
  • korzystanie z modeli, obiektów, które można dotknąć, poczuć i zobaczyć, jak to się ma do opisu,
  • możliwość samodzielnego eksperymentowania.
  • konieczność słuchania długich wyjaśnień,
  • mówienie o tym, co widzi lub słyszy,
  •  komentarz słowny w toku pokazu,
  • zmuszanie do długiego pozostawania w bezruchu.

źródło: http://cieciura.net/mp/index.php/wprowadzenie/37-wzrokowcy-suchowcy-i-czuciowcy

Dobrze, że wiem o istnieniu tego testu jak i jemu podobnych, bo wiem jak ukierunkować mojego syna.
Już teraz zauważam u niego pewne cechy. Mój syn pięknie umie powtarzać ze słuchu, jako mały chłopczyk uczyłam go angielskiego i prosiłam o powiedzenie słowa świat czyli  world [łorld] , nie jest to proste słowo do wymowy dla osoby o słowiańskich korzeniach, a mój syn pieknie to wymawiał, jak i wiele innych słów np. apple [epl] czyli jabłuszko. Zawsze chciało mi się smiać jak prosiłam rodziców  o wymawianie angielskich słów, bo był z tym ubaw - strasznie "kaleczyli".

Jeżeli chodzi o tabelkę to ja dodam od siebie jako słuchowca:
- rozwiązuję problemy jak o nich powiem +
- za dużo czasem mówię, mówię szybciej niż pomyślę
- słowa maja dla mnie duże znaczenie 
- czytanie mi do ucha na dobranoc przez babcię wspominam jako coś niesamowicie fajnego
- zapamiętanie słów angielskiej lub polskiej piosenki było zawsze bardzo proste
- rozmowę z kimś na ciekawy temat traktuje jako luksus
- słowem mówionym można mnie niesamowicie podekscytować ale i zmęczyć
- czepiam się tego co słyszę


To tyle. Dziękuję, że wymyślono audiobooki, które są dla mnie stworzone, bo oszczędzają mi czas, dzięki nim zyskuję wiedzę, rozwijają mnie, słuchanie sprawia mi ogromną przyjemność. Słuchanie muzyki to także nieodzowny element mojego dnia, myślę, że to dotyczy prawie każdego, ale zauważyłam, że wzrokowcy czytają  i oglądają więcej. Czytanie także jest przyjemne, ale ja muszę mieć przy tym spokój i umiarkowaną ciszę, albo chociaż nieprzeszkadzanie bliskich mi osób i przerywanie mi ciągle. Ciekawa jest jak Wy.


sobota, 1 czerwca 2013

Odchudzanie 30+ oraz 60+ na przykładzie mojej mamy i moim - nasze doświadczenia

"W naszej  rodzinie nie było chudych kobiet" - tak zawsze mawiała moja mama. Niestety nie było dane mieć genetyki smukłej gazeli :) Zajrzałam do zdjęć mojej babci oraz prababci i rzeczywiście same okrąglutkie. Obejrzałam na pocieszenie zdjęcia kobiet z rodziny taty i jest jakaś nadzieja, no może nie wyglądają jak Anja Rubik, ale przynajmniej już nie 20 kg nadwagi.
Mój organizm jest bardzo oporny na odchudzanie. Muszę wykonać o wiele więcej wysiłku niż inne osoby,żeby schudnąć 5 kg. Ostatnio ćwiczyłam po ponad godzinnę dziennie i były to naprawdę ciężkie ćwiczenia fizyczne (biegi interwałowe, ćwiczenia siłowe połączone z cardio, programy treningowe Jillian Michaels, Sylwi Wiesenberg oraz Ewy Chodakowskiej - chociaż te ostatnie to już dla mnie chyba za łatwe.)
Moja waga stoi, moje centymentry stoją, może nieznacznie schudłam znów w pasie i biuście, więc się poddałam, nie chcę wyglądać jak kościotrup w górnej części ciała. Mój organizm ma jakąś blokadę na tracenie tłuszczu w biodrach, to chyba zostało zaprogramowane jako ostatnie, jak będę się nadal odchudzać schudnę do skóry i kości i doopiero coś się ruszy na dole.
Robiłam dużo przysiadów, z obciążeniem, z wykrokiem, na krzyż, z podskokami, wiele różnych kombinacji:

Regularne ćwiczenia przez kilka miesięcy. Do tego ograniczanie kalorii. (1600-1800) Przy tej ilości sportu które uprawiałam nie byłam w stanie ograniczyć ilości kalorii do 1500, może to przyczyna.
Może marzę o jakiejś perfekcji, która nie jest mi tak naprawdę potrzebna, bo nie mam zawodu gdzie potrzebny jest idealny wygląd.  Mnie jest ciężko schudnąć, a co dopiero mojej mamie.
Mamie udało się w zeszłym roku schudnąć z 108 kg na 77kg. o był sukces, bo mama ma 67 lat. stosowała spacery i lekkie ćwiczenia i dietę 1500-1600 kal i efekty były pięknę przez kikka miesięcy.




mama przed odchudzaniem










Mama chudła od stycznia do wakacji. Poźniej znów święta i mama przytyła 5 kg. Teraz próbuje znów je zrzucić czekając na operację bioder.  Jest jej jednak bardzo ciężko. Bo dieta 1500 kalorii na nią nie działa. Konsultuje z lekarzem swój jadłospis i tak naprawdę to w jej wieku nie powinno się już odchudzać żadnym dietami 1000 kalorii itp. Co ma więc zrobić? Musi więcej się ruszać, co jest problemem bo ma chore stawy. Mimo wszystko zachęcam ją do ćwiczeń na macie jakichkolwiek ruchów rękami, troszkę nogami. Bez obciążeń, lekkie wymachy. Oczywiście najlepszy byłby basen ale to trzeba doejchać na niego a domu można porobić coś chociaż 30 minut. 
Kiedy mamy zastój w odchudzaniu trzeba coś zmienić: ilość kalorii albo ilość wysiłku fizycznego , jego rodzaj. Ja postanowiłam zmienić trochę dietę znów, ale chyba muszę pogodzić się ze swoimi genami.:)


niedziela, 26 maja 2013

Zapalenie gardła - domowe sposoby leczenia

Dla mnie maj jest co roku miesiącem chorób gardła albo krtani - zawsze ktoś z rodziny choruje, często ja.
Zastanawiam się zawsze czy doprowadziłam do zbytniego zakwaszenia organizmu wcześniej: pieczywem, kawą, słodyczami i mięsem. Całkiem możliwe, bo jak się jest zdrowym to zapomina się jak łatwo można utracić zdrowie. Ostatnio piłam sobie kawkę kilka razy dziennie i jadłam duże ilości ciemnej czekolady, a do tego w przewadze ochładzające posiłki a nie rozgrzewające. Na domiar złego nie zwracałam uwagi, że tylko 3 dni było ciepło i nadal chodziłam z gołymi nogami do pracy, a w pracy zimna posadzka itd.
Możliwe, że i tak największy wpływ na moje zakwaszenie i obniżenie odporności miał stres: było go naprawdę sporo w maju, ale ten blog nie jest o problemach tylko o zdrowiu więc nie będę się rozpisywała.
Budzę się rano i jeszcze nei jest źle, ale lekki ból w gardle, więc ide do pracy, ból nie mija. Nie mam nic w domu łagodzącego typu rumianek, więc piję same herbaty z cytryną. Myślalam, że to lekkie przeziębienie wiec rozgrzewam organizm pieprzem cayenne i imbirem, ale jak się okazuje to niepotrzebnie.
Na drugi dzień ból jest silny, idę do pracy, piję sam rumianek, ssam tabletki z salicylanem choliny - nie przynosi to żadnej ulgi. Ból zaczyna się nasilać - zmienia się z twardy kołek z igłami w gardle. Zmienia  mi sie głos. Zaczynam słabnąć, prawie zjeżdzam z krzesła, zalewają mnie fale gorąca na przemian z uczuciem zimna.Jest 14:00 zwalniam się z pracy ale jeszcze długa droga przede mną do domu. Jadę autobusem 45 minut a pozniej dzwonię do męża, żeby podjechał po mnie bo juz ledwo żyję, niestety muszę poczekać  prawie godzinę na dworze. Czekam więc ale ból przy przełykaniu ślnu jest tak silny, że już jej nie przełykam tylko wypluwam. Dawno nie miałam tak silnego bólu gardła. Kiedy ostatni raz mnie bolało zjadłam czosnek i popłukałam szałwia i mi pomagało . Teraz nic nie przynosiło ulgi - ssanie tabletek i płukanie , picie rumianki, pryskanie tatum verde itp. Dosłownie żadnej ulgi.
W domu zrobiłam sobie inhalacje i poczułam że wreszczie moge oddychać, tochę nawilżyło moje gardło.
Płukankę z szałwi, soli. Herbatki z rumianku, przykładałam jednocześnie ciepłe okłady z małego termoforku.
Cały czas czyściłam nos solą morską. Na drugi dzień zaczeła płynnąć ropa: brązowa., czasem zielona, czasem żółta. Cały dzień odksztuszania ropy i płukania gardła. W efekcie pod koniec dnia lekka poprawa.
Ból dotychczas był tak silny że byłam w stanie przez cały dzień zjeśc tylko kisielek z lnu i banana.
Leżałam cały dzień, ale chyba ze zmęczenia pod koniec dnia zaczeła boleć mnie głowa.Naszczęście ból gardła był do zniesienia - już taki typowy -drapanie w gardle, a nie taki jak wcześniej kołek z kolczastymi gwoździami wbity w gardło. Jestem wydaje mi się dość odporna na ból. Nie używam środków przeciwbólowych jeżeli nie muszę. W sumie przez cały rok wziełam 1 tabletkę apapu w pracy. Gdybym nie była w pracy pewnie by się obyło. Z reguły na bół głowy działa na mnie łyżeczka imbiru i ogrniczenie pokarmów nasilających ból głowy (żółty ser).
Chciałam Wam wkleić moją biblioteczkę, z której korzystam w przypadku chorób:
Przy czym  jeżeli jestem chora to korzystam najwięcej z książki: Domowe Sposoby Leczenia (The Doctors Book of Home Remedies) Prof. Bogdan Kamiński, 2001 r.


  Podsumowując co na mnie działa jeżeli chodzi o zapalenie gardła, a jest przypadłość na która chyba genetycznie choruję najczęściej tak jak mój tato.

- inhalacje z gorącej wody z szałwią i olejkami eterycznymi przynoszą mi ulgę, nawilżają gardło, odblokowują śluz.
 - picie dużej ilości płynów - rumianku, herbatek owocowych
 - kisielki z lnu - można dodać trochę dżemy bo nie wszyscy są w stanie wypić sam len, można zrobi domowy kisielek z mąki ziemniaczanej (mój przepis podam kiedy indziej), można dosypać trocszkę cynamonu który działa bakteriobójczo i przeciwzapalnie (cyt. z książki Jean Carper Żywność Twój Cudowny Lek)
 - 1/3 łyżeczki imbiru 3x dziennie , ale uwaga trzeba popić kisielkiem żeby nie podrażnił gardła, jeżeli bardzo boli to w pierwszych dniach lepiej zrezygnować z imbiru. 
- Kiedyś stosowałam taki spray tymianek i podbiał, ale ostatnio nie widziałam go w aptece, muszę znów poszukać, bo działał w początkowej fazie infekcji.
- tabletki do ssania -  tutaj testuję naturalne typu Isla, lub inne bez sztucznej chemii.
Uwaga! mleko z czosnkiem i miodem - odpada - niestety muszę to zweryfikować, działa na mnie dobrze jak sie przeziębię ale jak mam zapalenie gardła czosnek mnie podrażnia i wysusza mi gardło.


niedziela, 28 kwietnia 2013

Zapalenie migdałków u dziecka - które okazało się szkarlatyną

Mój maluch obudzil się z bólem brzuszka. Wysoka gorączka pojawiła się rano 38.5, w momemcie buźka zrobiła sie bordowa i temperatura skoczyła do 39.5 stopnia.
Całe ciało miał rozpalone i mówił o bólu gardła. Sprawdzałam buźkę i język był cały biały. Niestety nie udało mi sie zobaczyć migdałków ale wyczuwałam że buźke miał opuchniętą.
Próbowałam poradzić sobie naturalnie.
Robiłam zimne okłady - czyli kładłam ściereczkę na głowę, a zimny żelowy okład na ciałko. Cały dzień zmieniałam ściereczke, ale gorączka długo się utrzymywała.
Do picia podaławał herbatkę z szałwią. Oprócz tego mój mąż zrobił mleko z czosnkiem, ale ciężko było namówić synka, żeby trochę wypił. Szałwiową herbatkę pił chętnie.
Gorączka jednak nie przechodziła.

Myślę, że gdybym nie musiała iść do pracy i mogła z moim dzieckiem zostać w domu obyłoby sie bez antybiotyków. Niestety musze pracować i nie mogę pozwolić sobie na branie zwolnienia pod koniec miesiąca.
Pojechaliśmy do lekarza, który zdiagnozował szkarlatynę. Zaczełam oglądać jego języczek i rzeczywiście był malinowy i miał na środku biały nalot.wysypka na całym ciele w postaci małych kropeczek, tak jakby ktos przejchał mu po skórze ryżową szczotką. Skończyło sie na atybiotykach, chociaż wszyscy pocieszają mnie - moja mama i inni że w przypadku tej choroby to jednak konieczność.
Będzie to pierwszy raz od bardzo długiego czasu kiedy mój syn wziął antybiotyk, ostatnim razem chyba dwa lata temu. Ja chciałam poczekać, ale mój mąż nie chce ryzykować i czekać aż mu przejdzie.Kłócimy się o to i w końcu jedziemy do lekarza a tam wiadomo co. 
Tym razem w przypadku szkarlatyny nie oponowałam, bo nie znam sie na leczeniu naturalnym tej choroby. Syn był w bardzo ciężkim stanie, wil sie z bółu gardła i brzucha, był bardzo osłabiony i nie chciał nic jeść.

Drugi dzień choroby: jest poprawa, zjadł śniadanko - płatki z jogurtem i banana. Język zrobił się borowy i pojaiwły sie bąbelki. Wysypka  nadal się utrzymywała ale wysychała mu skóra. Na buźce dosłownie pękała, smarowałam naturalnym olejkiem.
Mamy zostać 14 dni w domu, ciekawe co na to mój pracodawca. Muszę załatwić opiekę, dobrze, że teraz tyle wolnego.

sobota, 13 kwietnia 2013

Czy warto zostać konsultantką Oriflame albo innego MLM?

Postanowiłam opisać moje doświadczenie z Oriflame w latach 2011-2012, szczerze i konsekwentnie.

Odpowiedź na pytanie brzmi – Tak, jeżeli jesteś pewna, że to właśnie chcesz robić. Marketing sieciowy ma naprawdę wiele zalet, o których z reguły ludzie nie wiedzą i błędnie go kojarzą.

Moja przygoda zaczęła się bo miałam dość etatu i chciałam zarabiać dodatkowe pieniądze no i marzyłam o czymś swoim.
Marketing sieciowy do którego należy Oriflame daje naprawdę dużo możliwości i ja widziałam "na żywo" osoby które coś osiągnęły to mnie bardzo motywowało. Mało tego widziałam, że liderzy pracują z osobami z którymi chcą, wszyscy darzą się sympatią i pomagają sobie. W pracy na etacie pracujemy z osobami, które wybierze nam szef, różnie z tym bywa.
Kolejną niezaprzeczalną zaletą marketingu sieciowego jest to że można osiągnąć dochody przewyższające osoby, która zaprosiła Cię do tego biznesu. Nie jest prawdą, że Ci na tzw. górze nic nie robią i dostają kasę za tych z dołu. Spotkałam się niejednokrotnie z tym,że tłumaczyłam komuś na czym to polega a za chwilę ktoś odpowiadał głupio pytając o to samo albo stwierdzając, że to piramida finansowa.
Zaraz zaraz w piramidzie finansowej to ja pracowałam przez tyle lat - szef który jest na samej górze i dół czyli my pracownicy- nie decydujący o niczym, nie mający wpływu na premie i system wynagrodzeń gdyż pracowałam w systemie premii tzw. uznaniowej czyli wg uznania jegomości szefa.
W sumie szkoda było czasu tracić na osoby, które z uporem maniaka twierdziły, że widzą lepiej co i jak.
Zalet MLMu było o wiele więcej dla mnie ale największą było na pewno działanie na własny rachunek i  budowanie swojej marki na bazie znanej międzynarodowej marki.
Chciałam otworzyć własny biznes ale czy miałam kapitał? Nie. Marketing sieciowy był dla mnie idealnym rozwiązaniem, bo inwestycją był głownie czas, wytrwałość i siła charakteru.
Zaczęłam z wielkim entuzjazmem i polecałam kosmetyki znajomym.  Używanie i polecanie produktów, które się sprzedaje to jednak 10 % sukcesu według mnie. 
Byłam otwarta do ludzi  i raczej nie zrażało mnie NIE. Moje statystyki były następujące: na 100 osób którym zaproponowałam kosmetyki  i współpracę z Oriflame zgadzało się może 3-7, ale aktywnie działać będzie chciała 1 osoba i to jeszcze wariant optymistyczny. Bo samo zapisanie do klubu osoby nie oznacza, że ona będzie tak jak Ty chciała pracować i działać, może się w każdej chwili wypisać i nie ponosi żadnych konsekwencji i kosztów. Po prostu nie składa zamówienia a jej członkostwo za 1 zł przepada.
W potocznym slangu konsultantek w marketingu sieciowym czekało mnie „mielenie osób”. Przwineło sie naprawdę wiele osób zanim znalazłam 1 osobę podobną choć trochę do mnie, chcącą tworzyć coś dla siebie a  nie przyjsć do pracy i udawać że pracuje od 8-16.
W pracy konsultantki ważne było dla mnie dobre planowanie i trzymanie się planu. Jest to więc  praca dla dobrze zorganizowanych i lubiących planowanie osób.
W marketingu sieciowym nęcił mnie nie tylko własny biznes i pieniądz, ale nie mniej wyjazdy, szkolenia, bale i możliwości poznawania ciekawych osób. To było możliwe już na samym początku czyli na poziomie startera.
Miałam okazję być na kilku szkoleniach i uczyć się od osób , które potrafią i z sukcesem sprzedają. To naprawdę bezcenne doświadczenie, bo sprzedaży nie uczą w szkole, a samo czytanie o technikach sprzedaży  porównam do czytania o erotyce i seksie.
Bale i imprezy na które były zapraszani liderzy i dyrektorzy to już inna bajka. i Zapewniam słowo bajka nie zostało użyte bez powodu. Dla osoby towarzyskiej jest to duża zaleta tej pracy, a kto nie lubi się bawić?
Praca w  systemie marketingu sieciowego jest stworzona dla osobowości kreatywnych, przedsiębiorczych, chcących zbudować coś swojego, lubiących motywować i szkolić ludzi, entuzjastycznych i niezmordowanych.

No to teraz o wadach czyli co było trudne.


Trudne było poświęcanie czasu po pracy na kolejną pracę kosztem rodziny. Jak to wyglądało?
Na wstępie zaznaczę, że moje wykształcenie to informatyka i ekonomia. Mój lider wiedział o tym, ale jego system pracy to były prezentacje kosmetyczne i zabiegi pielęgnacyjne. Ja tego nie czułam.
Moment w którym ja miałam wykonywać jakiejś obcej osobie zabieg pielęgnacyjny nie lubiąc tego co robię był najgorszy.
Ja wolałam się nauczyć na pamięć listy składników aktywnych kremu i merytorycznie wyjaśnić klientce dlaczego ten krem zadziała na naskórek. Mało jednak takich osób spotkałam na swej drodze..podobnych do mnie czyli w zakupach kierujących się składem i ekologicznością. Kobiety wolały kupić krem bo na okładce była wtedy np. Monika Belluci. Argumentowałam więc nieco inaczej odwołując się do tego, że Monica używa teraz Royal Velvet.
Nie miałam czasu na organizowanie 3-4 spotkań w tygodniu jak radził mój lider, bo moje dziecko było w tym czasie przedszkolakiem, a mój mąż nie bardzo był chętny na przejęcie wszystkich obowiązków domowy w myśl rozwoju swojej żony.
W marketingu sieciowym jest potrzebny czas i to bardzo dużo czasu na uczenie się, nabywanie cech lidera, osoby pewnej siebie i "mielenie ludzi". Czasem pytałam siebie dlaczego wolą kupić krem w drogerii a nie zamówić sobie bezpośrednio od producenta. Ja bardzo lubiłam składać zamówienia z katalogu, dostawać paczki i nie tracić czas na chodzenie po sklepach, ale to znów ja typ informatyczny.  Ciekawe było też to, że kobiety wydawały w drogerii setki złotych, a u mnie zastanawiały się nad perfumami za 39, które uważały za drogie. Składając zamówienie konsultantki były tak jakby "obnażone" z tego ile wydają na kosmetyki, bo oprócz ich ja będę to wiedziała. Kupując w drogerii krem za 200zł są właściwie anonimowe bo sprzedawczyni ich nie zna. Niestety tak to działało. Było jednak kilka pozycji w ofercie Oriflame, które nie miały sobie równych w relacji cena/jakość, były to chociażby perfumy.


Co ja tak naprawdę robiłam przez rok jako konsultantka?

Naprawdę ochoczo i z entuzjazmem podeszłam do pracy jako konsultantka, ale oczywiście robilam to po pracy etatowej czyli spotkania organizowałam w godzinach 17-20. Oczywiście spisałam wszystkie swoje kontakty i zapraszałam na spotkania.  Nie wiem czemu , ale koleżanki nie reagowały z entuzjazmem. Może bywały na takich spotkaniach i były już zmęczone tym. Czasem czułam, że  godzą się przyjść tylko żeby mi nie zrobić przykrości ale nie zamierzają nic kupować i tym bardziej się zapisywać do klubu Oriflame.
Na spotkaniu było miło, badałyśmy sobie skórę, robiły maseczki i rozmawiałyśmy. Spotkanie prowadzone przez moja sponsorkę było fajne, ale statystyki mnie zniechęcały. Zobaczyłam, że ciężko jest znaleźć kogoś do współpracy. No ale miałam się nie zrażać. Ciagle to "nie zrażać się" i zapraszać. Zdobywać kontakty i polecać. Organizować spotkania. Przy czym tak jak pisałam wcześniej spotkanie polegało na prezentacji kosmetyków Oriflame oraz zabiegu pielęgnacyjnym co do którego ja osobiście nie miałam predyspozycji zawodowych ani zainteresowań.
W okresie wiosenno letnim zaczęłyśmy organizować tzw. akcje prospektingowe w mojej miejscowości. Na początku miałam entuzjazm, ale poźniej okazało się, że nie łatwo jest podchodzić do śpieszących się ludzi i proponować prezentację. Czułam się jak intruz, gdyż na 10 kobiet 6 miało minę jakby chciało się przede mną  ukryć. Momentami myślałam co to za biznes do którego trzeba tak naganiać ludzi, z drugiej strony ma on tyle zalet a ludzie nie chcą tego docenić i poznać.
Nikt nie chciał skorzystać z mojej wiedzy, a mialam już naprawdę sporą wiedzę na temat. W wolnym czasie czytałam o składzie kosmetyków i o tym co działa na skórę co przenika przez nią a co chroni. Znałam na pamięć wiele składników. Wiedziałam jak pielęgnować skórę. Jakie składniki mogą uczulać., a które ewentualnie zapychaja mieszana cerę itp.
Oprócz tego dokształcam się w zakresie żywienia i  odchudzania. Jeździłam na szkolenia biznesowe, produktowe i motywacyjne, bo wiedziałam, że to ma swoją wartość. Na szkoleniach dostawałam energii i wiedzę. Wracałam do  mojej miejscowości. Planowałam organizowanie spotkań po pracy etatowej czyli po 16 i nic się znowu nie działo.
Stałam przed znanym dyskontem spożywczym i wspólnie z koleżanką, która przyjechała z miejscowości oddalonej o 35 km, rozdawałam pięknie wydrukowane zaproszenia na spotkania kosmetyczne. Po takiej akcji prospektingowej i zebraniu 40 telefonów okazywało się, że moje spotkanie kosmetyczne jest na ostatnim miejscu priorytetów zapraszanych Pań. Czułam się jakbym proponowała wizytę u dentysty a nie miłe spotkanie kosmetyczne. Potencjalne klientki zachowywały się tak jak to w istocie wygląda czyli od niechcenia reagowały na zaproszenie, wiedząc  że mają nieograniczony wybór kosmetyków i tak naprawdę to nie chce im się nigdzie chodzić z powodu „kremu do twarzy”.
To nie była wina kosmetyków ani moja że niedostatecznie radośnie, entuzjastycznie, miło i zachęcająco prezentowałam zaproszenie ale po prostu tego, że jest przesyt na rynku kosmetycznym i zaproszenie za spotkanie kosmetyczne nie było atrakcyjnym kąskiem dla tej grupy pań z którymi miałam do czynienia.
Jestem i byłam dość oszczędną osobą w temacie kosmetyków , stąd kupowanie od producenta mi odpowiadało, bo ceny za dobry kosmetyk były naprawdę niskie. Wadą w byciu konsultantką jest jednak to, że dokładamy same do zamówienia coś niezbyt potrzebnego tylko dlatego żeby osiągnąć 100 pkt lub uniknąć kosztów wysyłki.
Dlaczego w 2011 roku w końcu zrezygnowałam. Bo ilość czasu i zaangażowania miała się nijak do osiągniętych efektów. Bo tkwiłam w systemie pracy który mi nie odpowiadał czyli zabiegi pięlęgnacyjne.
Zrezygnowałam bo nie miałam kontaktu z osobami, które mogą zostać potencjalnymi klientkami. Wracając po 8 godzinach pracy, 2 godzinach dojazdu do pracy, odebraniu dziecka z przedszkola lub dziadków , zwyczajnie chciałam pobyć w domu z dzieckiem i poczytać książkę, ewentualnie potrenować. Nie widziałam dalszego celu w tym co robiłam. Gdyby ludzie reagowali z entuzjazmem na Oriflame to może nie zrezygnowałabym, ale to nie była przyjemna praca, ale męczące spotkania wedle schematu z wyuczonymi regułami prowadzenia typu: co odpowiedzieć na obiekcje klienta albo jak wywołać uczucie w klientce żeby poczuła, że kremy Oriflame są lepsze od Ziaji, Sorayi i AA.
Fakty są takie że nie są ani lepsze ani gorsze. To co decyduje o zakupie to czasem przypadek, czasem cena, miejsce zakupu, czasem specyficzne potrzeby (alergia itp.), to co akurat jest w promocji przy okazji zakupów spożywczych ot co.
Zrezygnowałam z  promowania Oriflame , bo mimo moich usilnych prób promowania ekologicznej serii EcoBeauty, nikogo nie obchodziło że żel ma w składzie ekologiczne składniki i jest produkowany zgodnie z ekologicznymi normami i ma certyfikaty. Żadna z kobiet nie chciała wydać 35zł za krem, mimo zapewnień, że są tam tylko ekoskładniki. Statystyki są porażające ale dla kobiet w moim otoczeniu liczy się to żeby czymś smarować twarz, najlepiej za 10zł góra 15 i żeby to nie śmierdziało i , żeby nie świecić się jak świnka po tym, szybko się wchłaniało i nie uczulało.
Nie mam takich statystyk, mogę mówić o swoich, ale czuję, że w Oriflame większość zakupów to zakupy konsultantek, rzadko są to zakupy klientek.
Sama idea i sposób działania mlm nie jest zły, moim zdaniem ma więcej zalet od pracy na etat czy prowadzenia własnego biznesu, nie wymaga kapitału własnego jak przy własnej firmie czy franczyzie. Ciężko jest jednak znaleźć osobę która nie chce pracować na etacie. Ja na swojej drodze w Oriflame spotykałam kobiety, którym się nie wiele chciało. Może jest to domena małego miasteczka a może przypadek.
Do osiągania sukcesu w tym „zawodzie” z tego co zauważyłam, potrzebny jest określony czas. To tak samo jak z chodzeniem z „chłopakiem”. Można to po prostu „przechodzić”. Jeżeli ten spektakularny awans nie nastąpi to możliwe że nie starczy Ci już energii, mimo szkoleń i motywacji twoich dyrektorów itp.

Uzupełnienie 2017 r.
Potrzeba czegoś swojego nie dawałam mi przez lata spokoju, a zarabianie na blogu jeżeli się pisze raz na tydzień można między bajki włożyć. Dlaczego więc zdecydowałam sie po raz kolejny na współpracę mlm przeczytasz tu.



piątek, 15 marca 2013

Pieprz Kajeński, Cayenne a rozgrzanie organizmu i spalanie

Co  może przyśpieszyć metabolizm?

O tym, że wysiłek fizyczny to już wiemy, ale jest sa także naturalne sposoby. Postanowiłam sprawdzić na sobie : pieprz cayenne, zwany też pieprzem kajeńskim. Czytałam o nim już w książce Jean Cartera oraz u Jillian McKeith oraz w wielu innych książkach o zdrowym odżywianiu.

 

 Pieprz cayenne (pieprz kajeński) ma ostry i wyrazisty smak, ja dodaję go do dań, zarówno mięsnych jak i warzywnych. 

 Faktem jest, że pieprz cayenne przyspiesza metabolizm i pomaga zahamować wilczy apetyt. Zimą warto dodawać go do potraw, bo znakomicie rozgrzewa, ja dosypuję go do herbatek, ale dosłownie troszeczkę, bo działa mocno podrażniająco na błony śluzowe gardła. Papryczka wpływa też korzystnie na odporność organizmu. 


Kto powinien uważać na pieprz cayenne? Na pewno osoby, które maja problemy z wrażliwym żołądkiem, nadżerkami żołądka itp. osoby cierpiące m.in. na zespół jelita drażliwego czy trądzik. Z papryczką nie należy przesadzać i nawet podczas diet odchudzających stosować ją od czasu do czasu.

 Pieprz cayenne – jest ostrą przyprawą pozyskiwaną z papryki chilli.Pieprz kajeński jest źródłem kapsaicyny, alkaloidu który oddziałuje na receptor waniloidowy, odczuwane jest to jako charakterystyczne „ciepło”. Wzrost temperatury związany jea st z uwolnieniem katecholamin z rdzenia nadnerczy (adrenalinyi noradrenaliny), co powoduje wzrost tempa metabolizmu i nasilenie lipolizy.W suplementacji sportowej pieprz cayenne stosowana jest wraz z innymi związkami o działaniu termogenicznym jako element wspomagania redukcji tkanki tłuszczowej w programach kontroli masy ciała. 

Ciekawym preparatem z pieprzem kajeńskim, który przetestowałam jest Slimette:

Slimette zawiera pieprz cayeene oraz inne składniki min. antyoksydanty. Efekty jakie miałam po zarzyciu kapsułek ze Slimette to na pewno : rozgrzanie organizmu i więcej energii na treningach.
Myślę, że ten naturalny środek spełnia swoje zadanie. Kapsułki są wygodne.
A Wy co sądzicie?