piątek, 19 grudnia 2014

Naciągacze internetowi - jak ich poznać ?

Najpierw chciałam wyjść  od tego o jakie oszustwa chodzi ?
Chodzi o naciągaczy internetowych obiecujących pomoc w prowadzeniu e-biznesu.
Jak wiadomo coraz więcej Polaków szuka dodatkowego źródła zarobku, gdyż  wypłata z pensji na etat wystarcza na opłacenie rachunków i kredytu. Chcemy żyć na poziomie europejskim, wyjeżdżać z dziećmi na wczasy  i kupować markowe produkty....ale do rzeczy.
W internecie aż roi się od osób które chcą nam "pomóc" w prowadzeniu e-biznesu. Sama spotkałam się z ponad 100 stronami na ten temat. Oszukiwanie w białych rękawiczkach

Strony naciągaczy wyglądają bardzo profesjonalnie, ba oni wyglądają profesjonalnie. Zwracają uwagę na modę i są ubrani z reguły w garniturki i  właśnie markowe ciuchy.
Same strony od strony technicznej są także dobrze zrobione i przyciągają uwagę. Naciągacze używają popularnego rodzaju strony nazwanej przez profesjonalistów z marketingu squezze page (wyciskacz). Jak już sama nazwa sugeruje strona ma wycisnąć z Ciebie kontakt - w postaci Twojego emaila lub telefonu i imienia.
Imię to podstawa, gdy ktoś zna nasze imię automatycznie wzbudza nasze zaufanie. Czy każdy squezze page jest zły - oczywiście, że nie, jest wiele ciekawych produktów , kierowałabym się tutaj wyczuciem.

Naciągacze tak jak i uczciwi marketerzy budują listy adresowe, aby sprzedawać swoje produkty. Zarówno jedni jak i drudzy używają technik manipulacji, ale chodzi to co dostaniesz na końcu. Produkt nr 1 - jak oszukiwać innych czy Produkt nr 2. - Jak otworzyć swój własny biznes internetowy np. sklep, blog i działać z myślą wartości dodanej dla klienta. naciągacze myślą jak wzbogacić się sami i jak użyć potencjalne "ofiary" (ofiara czyli osoba w wieku 25-50 lat szukająca sposobu wzbogacenia się, nieco zdesperowana, zmotywowana aby słuchać i robić to co jej się mówi )

Techniki perswazyjne używane przez naciągaczy
Tego jest naprawdę multum. Naciągacze chodzą cały czas na szereg szkoleń z motywacji, coachingu, aby wiedzieć jak podejść swojego potencjalnego klienta (ofiarę)
Jedną z ciekawszych technik jest tzw. "wzruszyła mnie Twoja historia" czyli na stronie takiego naciągacza jest opowiedziana historia jak to ona lub on pracował naprawdę ciężko w pracy na etat , wstawał o 5 rano, dojeżdżał 3 godziny do znienawidzonej pracy i męczył się w niej bo zawsze marzył o swoim biznesie, a wtedy zjawił się ON. Ten on oznacza mentor, który poprowadził go i wyrwał z tego bagna. W międzyczasie wszyscy się od niego odwrócili i zostawili - żona, pseudo-przyjaciele i rodzina.  Teraz oto on (naciągacz) powstał jak fenix z popiołów i żyje jak pączek w maśle prowadząc e-biznes.

Inna to najpierw dawanie czegoś naprawdę wartościowego "za darmo", bezpłatne szkolenia po to aby zdobyć zaufanie, ale także posługują się znaną w marketingu metodą wdzięczności - dostaje będziesz chciał się odwdzięczyć.
Technik perswazyjnych jest tak wiele i jeżeli wydaje Ci się że nie dałby się nabrać na to to już teraz Ci mogę powiedzieć, że się mylisz.


Dlaczego dajemy się naciągać?

Wyobraźmy sobie podatny grunt. Mężczyzna około 30tki, nazwijmy go Michał, ambitny pracujący w firmie gdzie go nie doceniają, mający aspiracje założenia własnej firmy bądź chociaż zarobienia dodatkowego dochodu. Jest dzień w, którym ten nasz Michał ma doła, bo kolejny raz nie został doceniony, a wypłata starczyła na skromne zakupy w Biedronce.  Ta osoba zaczyna szukać  dodatkowej pracy w internecie i trafia na stronę naciągacza, który obiecuje "opiekę", która oznacza  to "jeżeli będziesz ciężko pracował i stosował się do moich zaleceń to osiągniesz sukces". Zasady niby jasno i uczciwie postawione - Michał ma ciężko pracować. Michał nie jest głupi i wie, że "gruszek na wierzbie nie ma" więc rozumie, że ma ciężko pracować i musi zmienić swoje myślenie.  Michał ma wątpliwości czy to co proponuje naciągacz i rozmawia z rodziną. Jak łatwo się domyślić  nieprzychylność rodziny skutecznie pcha go w "rączki" naciągaczy. Dzwoni do nich/niego  i dostaje wiązankę motywacyjną - o tym ile to jest wart i że może osiągnąć sukces, że marnuje się na etacie i jeszcze pokaże rodzinie i znajomym!
Michał decyduje się działać nieco w ukryciu, czyli nie mówiąc rodzinie zgadza się zrobić to co proponuje naciągacz. Co się dzieje później?  Michał pracuje w każdym swoim wolnym czasie i uczy się dużo, jest zafascynowany.  Coraz bardziej daje się omamić, wydaje pieniądze na coraz to nowe "niezbędne dla jego rozwoju szkolenia" . W ukryciu przed żoną likwiduje lokaty, żeby mieć na wyjazdy na szkolenia w nadzieii na wiedzę i osiągnięcie celu czyli własnego mega biznesu. Ciagle jednak jest o krok od niego, ciagle mu czegoś brakuje. Traci siłę, ale jego "opiekunowie"  motywują go do działania poprzez kolejne płatne szkolenia. (i tak w kolo Macieju.....)
Po kilku miesiącach albo latach Michał jak łatwo się domyślić nie odnosi sukcesu i jest zrezygnowany, rozczarowany. Co mówi jego Guru (naciągacz) ? - że nie stosował się do jego rad i za mało albo źle pracował.

Co sprzedają naciągacze?

Na początku nie widać konkretnego produktu, a bardziej rzuca sie w oczy  - coaching,  szkolenia, "tajemną wiedze jak osiągnąć sukces", "swoje doświadczenie"  jakieś pakiety, usługi etc. Z czasem ujawnia się, że będą to jakieś startery i abonamenty na coś.

PR naciągaczy w skrócie:
  • nienaganny wygląd
  • na stronie www - wiele osób na zdjęciach, które skorzystały z oferty
  • wiele pozytywnych opinii pod osobą, zdjęciem
  • zdjęcia ze znanymi osobami
  • zdjęcia z mentorami (  amerykańcy pisarze lub szkoleniowcy robią sobie zdjęcie z każdym kto jest na szkoleniu)
  • zdjęcia znanych osób na profilach social media, że niby sie wzorują na ich teorii i zasadach moralnych
  • profile na Facebooku z duża ilością laków np. 2000
  • profile na wszystkich możliwych social media- pełne od aktywności

Jak odróżnić naciągacza od prawdziwego  coacha (osobę, która pomoże Ci stworzyć swój start-up?
Przerabiam to od 2 lat i kilka nazwisk mogłabym podać, ale nie zrobię tego, bo moim celem jest abyście sami potrafili  ich odróżnić.

sobota, 6 grudnia 2014

Dzieciom dajemy witaminę D3 w kroplach a sami zapominamy o sobie

W Polsce zaleca się suplemnetację witaminy D3, zarówno w ciąży, jak i przed nią, a przede wszystkim każda mama pamięta, żeby ja podawać niemowlętom i dzieciom.
Niestety zapominamy, że my także jej potrzebujemy. W tym roku całe słoneczne miesiące siedziałam za biurkiem a urlop spędziłam we wrześniu i konsekwencje odczuwam w zimie - przeziębiając się.
Witamina D ma kluczowe znaczenie dla odporności - zdecydowanie tak. Znalazłam kilkanaście artykułów w sieci potwierdzającyh ten fakt.
Na moim blogu o naturalnych składnikach będe polecała naturalne żródła czyli tran norweski.
, ale wiele osób ma obawy przed piciem tranu z powodu zanieczyszczenia ryb morskich rtęcią.
Preczytałam, że już jedna łyżeczka (5 ml) tranu zawiera ok. 300-400 j.m. witaminy D więc odpowiednia dawka.
tran

Dokładne rozliczenie jednostek witamny D, dostępne są na portalu akademiawitalnosci.
Myślę,  że stosowanie tranu na przemian z kroplamni z witamina D jest dobrym rozwiązaniem.  Kiedyś byl dostepny na rynku Devikap bez recepty, teraz widziałam podobny preparat z i witaminą D - witamilki, najtaniej znalazłam za 15,99.

Warto jescze wspomnieć, że "Otyłość jest czynnikiem zwiększającym deficyt witaminy D" jak przeczytałam na portalu medycznym. Artykuł szczegółowo wyjaśnia dlaczego, mnie wystarczą wszystkie te argumenty: brak słońca, zła dieta, obniżona odporność to wszystkie powody, że będe piła tran i brała kropelki z witamina D.





Żródło:http://babyonline.pl/jakie-witaminy-dla-niemowlat-witamina-d,choroby-niemowlat-artykul,7454,r1p1.html
http://polskietowarzystwoginekologiczne.com.pl
http://portal.abczdrowie.pl/suplementacja-witaminy-d
http://bieganie.pl/?cat=24&id=5989&show=1
http://www.czytelniamedyczna.pl/3979,otylosc-stan-predysponujacy-do-niedoborow-witaminy-d.html



czwartek, 13 listopada 2014

Minimalizm coraz bardziej modny trend, stąd moje kontrowersyjne pytanie?

Ostatnio często słyszę, o mieszkańcach dużych miast, którzy porzucili pracę w korporacjach i zaczęli żyć minimalistycznie.  Minimalizm to w skrócie porzucenie konsumpcjonizmu i życia w rzeczywistości ciągłej sprzedaży.Minimalizm wzbudził kontrowersje i dyskusję pośród moim znajomych stąd wywiązała się dyskusja :

Czy minimalizm to:

 "Ona i On mieszkający w 50 metrowym mieszkaniu w Warszawie, cena mieszkania  400-700.000
Jedno łóżko lub materac w sypialni i komoda, nie maja tv. Sami gotują z ekologicznych produktów, czasem 1-2 razy w miesięcy zjedzą coś na mieście w eko-knajpie, unikają lub nie jedza mięsa w trosce o zwierzęta. Zakupy robią na bazarkach ze zdrową żywnością, ewentualnie w Biedronce, Utrzymują się z pisania, ewentualnie ze swojego smallbiznesu.
W wolnych chwilach biegają, spacerują i czytają książki. Nie chodzą do drogich sklepów i knajp, kupują w lumpeksach, no chyba że bieliznę i buty bo to kupują z wyższej półki. Nie maja TV. Słuchają natomiast radia i płyt z muzyką, którą kupują na allegro lub wymieniają sie w internecie. Uważają się za minimalistów.

A może jednak minimalizm to :

Ona i on około 50 r.ż. Ona dojeżdżająca 3 środkami transportu miejskiego do pracy z powodu oszczędności ale także braku możliwości utrzymania własnego auta. Ona wstaje o 5:00 aby ugotować obiad oraz kanapki mężowi i synowi do pracy i szkoły, z produktów z dyskontów dla męża i syna, wszystko robi sama - pierogi, naleśniki, kotlety Mieszkanie z TBS, czynsz i opłaty, które pochłaniają  prawie całą pensję. Meble najtańsze lub używane po rodzicach. Pokój dla dziecka z łóżkiem, biurkiem i komputerem. Ona kupuje jedzenie w dyskontach, ubiera się w ciuchlandach albo dostaje ubrania po znajomych. Jedzą mięso, z powodów prozaicznych, czyli braku pomysłu na zastępowanie mięsa jarzynami, zwyczajnego niechcenia się, robienia tego co się zna z domu  - czyli kotlety mielone. On pracuję fizycznie na produkcji od października do marca w temperaturze na hali 13-15 stopni. Nie dał rady być na diecie wegetariańskiej mimo sympatii do zwierząt. Oboje mają  duża nadwagę nie tyle  z obżerania się ale z tzw. władowania w siebie od 19-21  dwóch  zaległych posiłków, których nie mogli zjeść w pracy bo nie mają zaplecza kuchennego w swoich pracach. Oboje po pracy i doniesieniu zakupów z dyskontu nie maja siły na hobby. Ona po pracy pomaga chorej ciotce, a on maluje i robi drobne remonty aby móc opłacić swój dojazd do fabryki  (na odludziu) rozklekociałym fiatem punto. Nie wyjeżdżają na wczasy, odkładają na "czarną godzinę" , bo kilka lat wcześniej oboje naraz stracili pracę i nie mieli co jeść. Cierpią na minimalizm praktyczny.

A może to jest prawdziwy minimalizm ?

 Ona i on mieszkający na Podkarpaciu. Mają mały domek z ogródkiem po rodzicach. Dom wymaga stałych reperacji, wymiany ogrzewania, okien.  Mają  małą córeczkę. Maja kury, kota, psa i kawałek pola. Pracuje tylko on w okolicznej firmie transportowej. Ona zajmuje sie domem, córeczka nie chodzi do przedszkola bo dla dzieci z niepracującą mamą nie było miejsca. Ubierają sie w miejscowym lumpeksie i na ryneczku. Posiadają tzw. jedne buty na zimę i "płaszcz do kościoła".
Jedzenie poza własnym ogródkiem (jabłka, jajka,) kupują w nowo-otwartym dyskoncie. W domku panuje minimalizm połączony ze stylem tzw. "groch z kapustą" czyli komoda po dziadkach, nowa szafa, meble wyglądają tak jakby żaden nie pasował do siebie. Nie mają pieniędzy na nowe meble ale potrzebują upchnąć rzeczy dziecka i swoje - na zimę, pościele, odkurzacz i inne. Nie jeżdżą po supermarketach, ale także nie chodzą do kina. czasem coś....  czytają . W wolnych chwilach odpoczywają. Ona  ubiera się w lumpeksach, u fryzjera jest tylko na wielkie imprezy ślub, chrzest itp, ma niewiele ubrań. W pokoju córeczki jest komputer i internet. Czas spędzają na zabawie, rozmowach z sąsiadkami i zajęciem się małym gospodarstwem. Nie wyjeżdżają na wczasy bo nie mają za co, odkładają na remont dachu."

Przepraszam za stylistykę, ale notowałam podczas rozmowy. Jestem trochę oburzona jak tzw. byli pracownicy korporacji udają minimalistów kupując tylko 1 parę skórzanych butów za 500zł w ciągu roku uważając to za minimalistyczne....
A tu trochę minimalistycznych fotek z podkarpacia:

Spacery po okolicy

 Wypoczywanie z dziećmi nad rzeką - zupełnie za free

Piesek pilnujący krów


poniedziałek, 27 października 2014

Tendencja do tycia?

           Sprawdziłam na sobie kolejny raz, że mam tendencję do tycia. Często słyszę wśród znajomych, że mają tendencję do tycia  ..czym to się objawia. Od kilku tygodni prowadziłam niedbały styl  życia – dużo sałatek z majonezem, tłuste sery, placki ziemniaczane, kluski, ciasta, makarony ze słodkimi sosami, sosy wszelkiego rodzaju, no i co? Po prostu nie ograniczałam się, jadłam nieco więcej niż zawsze w przekonaniu, że przecież, biegam regularnie, ćwiczę i spaceruję.
            Moja tendencja do tycia jest tak mocna, że przytyłam 4 kg i ważę obecnie 67kg. Stanęłam na wagę z niedowierzaniem, bo myślałam, że sport tak jakby chroni mnie przed tyciem. Niestety placki ziemniaczane, frytki, pizza i sałatki z majonezem w hurtowych ilościach odbiły się boleśnie na mojej wadze.

              Moja tendencja do tycia objawia się tym, że inna osoba jedząca tyle samo co ja i uprawiająca tyle sportu co  ja (3-4 x w tygodniu po 60 min, bieganie, interwały, cross fit ) pewnie utrzymałaby wagę.
Ja natomiast tyję, przychodzi mi to nadzwyczaj łatwo, wystarczy parę imprez  z ciastami, sałatek z majonezem i puchnę. To mnie denerwuje, że inni mogą tak sobie nie uważać na to co jedzą i nic…..eh trzeba się skupić na sobie, ale pomarzyć o innych genach można.
Znów będę musiała ograniczyć tłuste sery, które tak lubię i pieczone ziemniaki na tłuszczu, które pochłaniam kilogramami . Kapusto i  selerze  witajcie z powrotem.
              Z drugiej strony jak popatrzyłam kiedyś ile jedzą moje szczupłe koleżanki na śniadanie to jest czasem połowę tego co ja czyli 1 grahamkę z serem i sałatą i pomidorem., ja pałaszowałam z reguły dwie bułki. Tłumacząc oczywiście, że prowadzę aktywny tryb życia i mogę zjeść 2500 tys kalorii. Owszem miałam zaplanowane bieg na 10km, ale przy zjadaniu 2700 kalorii codziennie nawet jak się odejmie te z dodatkowego wysiłku to zostaje w ciągu tygodnia nadprogramowe kilkaset.
Osoby z tendencją do tycia powinny zatem obserwować ile jedzą szczupłe osoby obok, naprawdę zróbcie sobie taki test będziecie zdziwieni, że może za dużo jecie, ja byłam. Moja szczupła koleżanka powiedziała  mi np. że ona tylko w niedziele je dwudaniowy obiad, a t tok obiadokolacje o 18 w yw w postaci warzyw z kawałkiem indyka. Ja to porównałam do siebie, kiedy to jem talerz makaronu ze słodkim sosem , a na kolacje zapiekanki z serem.
No cóż  w przyrodzie nic nie ginie ponoć. Mam owszem szybszy metabolizm dzięki bieganiu ale bez przesady, nie mogę jeść jak facet, a tak się ostatnio działo. Miałam ochotę na 4-5 placków ziemniaczanych to sobie jadłam. Podejrzewam, że osoby bez tendencji do tycia prz moim odżywianiu utrzymałyby wagę.
              Czym jest jeszcze tendencja do tycia ? Moim zdaniem moja genetyczna waga to np. 65 kg z 25% tkanką tłuszczową odziedziczoną po babciach, mamie i przodkach i mój organizm dąży do tego. Teraz jest moda na posiadanie tkanki tłuszczowej na poziomie 10%. Dla mnie taka gonitwa to istna rzeźnia i chyba nie mam na to czasu.. Dla porównania ma koleżanki, które genetycznie są zaprogramowane przez swoje mamy i babcie na 15% tkankę tłuszczową i nie muszą się wysilać, żeby ją utrzymać.
             Na koniec pocieszające zdanie mojej mamy „u nas w rodzinie  nie było chudych kobiet”. Pozytywne jest jednak to, że owszem mam sporo otyłych, grubszych, okrąglejszych lub nieco przy kości kobiet w rodzinie ale są zdrowe i nie mają problemu ze swoją wagą.

niedziela, 5 października 2014

Szczotkowanie ciała to najtańszy sposób na celulit jaki znam

Zaczynam serię minimalizm kosmetyczny o tym co naprawdę warto używać, a co jest wyrzuceniem pieniędzy. Będzie to seria postów jednocześnie o oszczędzaniu.

Postanowiłam zacząć znów regularnie szczotkować ciało, bo to najlepszy ale także najtańszy sposób na cellulit jaki znam. Szczotkowanie jest znane od setek lat jako sposób pobudzenia krążenia oraz sposób pozbycia się toksyn.
Ja sama mam wrażenie, że po szczotkowaniu skóra jest ożywiona, pobudzona i bardziej napięta.
Przestałam wydawać pieniądze na peelingi, podsumujmy: kupowałam 2 peelingi na miesiąc - te tańsze kosztują około 10zł, a te droższe 15-30 zł
W każdym razie rocznie wychodzi około 400zł to jakaś oszczędność!

Najlepsze efekty uzyskałam szczotkując - rękawiczką i szczotką. Myjki są delikatne i nie ma tego efektu zaróżowienia. Mówiąc o szczotkowaniu ciała mam na myśli regularne szczotkowanie 2-3 razy w tygodniu. Z tym nie należy przesadzać, bo możemy przesuszyć sobie skórę poprzez jej nadmierne złuszczanie.
Wdrażam minimalizm kosmetyczny eliminuję niepotrzebne wydatki przy jednoczesnym sprawdzeniu co naprawdę działa na skórę a co próbują nam wmówić producenci kosmetyków.
W poszukiwaniach i analizie kieruję się książką kosmetologa:

Wracając do szczotkowania ciała, ostatnio wypróbowałam ten masaż po wklepaniu balsamu i mam wrażenie, że takim sposobem kosmetyk działa intensywniej.Oprócz tego wyszczotkowałam sobie nogę na której mam siniaki a później nałożyłam krem na siniaki i miałam wrażenie, że szybciej niż zawsze zeszły (mam tendencję do sinikaków).
Szczotkowanie jest niezbędne jeżeli chcemy później nałożyć balsam samoopalający, bo ścieramy stary zrogowaciały naskórek i wyrównujemy go.

piątek, 8 sierpnia 2014

Zdrowe tylko to co rośnie blisko nas?

Zdrowe tylko to co rośnie blisko nas?
Już kilka lat temu czytałam o diecie pięciu przemian, która jest mi bliska. Dieta 5 polega na jedzeniu tego co rośnie w naszej szerokości geograficznej oraz zgodnie z porami roku -to tak w  skrócie, bo jeszcze wiele czynników ma znaczenie takich jak kolejność w przygotowywaniu potraw itp.
Znalazłam wiele dowodów na to, ze jedzenie przywożone z daleka nam Polakom niekoniecznie służy.

W książce Beaty Pawlikowskiej "W dżungli życia" pisała o bananie który Beata nazywa "nieżywym krewnym prawdziwego banana"
Ona pisała, ze banany je tylko w tropikach, ciekawa byłam jak smakuje taki prawdziwy banan.
I także tego co zawiera banan europejski dojrzewający pod wpływem chemii. Możliwe ze tylko skrobie, fruktozę i trochę potasu.

 Jestem przekonana, że to co rośnie blisko mnie jest dla mnie lepsze sprowadzone niedojrzale tysiące kilometrów stad.Mam na myśli kapustę, kasze i orzechy-zamiast bananów i owoców morza.

Druga sprawa to mięso i nadużywanie jedzenia go w Polsce. Wystarczy wejść w piątek do sklepu i zobaczyć co kupują ludzie na weekend-kiełbasy, mięsa, podroby itd. Az boje się pomyśleć jak wyglądają jelita typowego Polaka jedzącego na śniadanie kanapki z wędliną, obiad kotlety z gruba paniera a na kolacje gotowane lub pieczone kiełbaski -jak dla mnie robi mi się słabo na myśl.

Słowa Beaty Pawlikowskiej o zdrowym odżywianiu są mi bliskie.Ciekawa jestem co napisze w nowej książce całkowicie poświęconej jej podejściu do zdrowia - W dżungli zdrowia, dostępnej niedługo w księgarniach. Mój organizm podpowiada mi co mam zjeść. Na mięso mam ochotę głównie jesienią i zima kiedy organizm potrzebuje więcej kalorii. Mój stosunek do mięsa jest aktualnie taki, ze staram się mocno ograniczyć i zastępować sukcesywnie fasola, groszkiem, orzechami, soja, serem i  rybami.

Wracając do zdrowego jedzenia  z naszej szerokości geograficznej to będę się powtarzać ale podstawa to kasze, zboża (uwaga na pszenice i gluten), warzywa takie jak kapusta, buraki, cukinia ,kabaczek, seler, właściwie wszystkie. Owoce sezonowe-dobrze sobie na lodowce dla zapominalskich powiesić jakie owoce i warzywa kupujemy w danym miesiącu czy tygodniu.
Czasem sezon na warzywa trwa tydzień  kiedy są najlepsze  np. truskawki czy bober.Z tego samego powodu nie byłabym za jedzeniem cały rok pomidorów i ogórków.Jedzenie warzyw i owoców w odpowiednim czasie to bogactwo witamin i minerałów. Nie muszę chyba pisać o różnicy  jabłka zebranego jesienią wtedy kiedy jest jego czas a przemrożonego wiosna.
Jeżeli komuś organizm podpowiada zatruwanie się mięsem i piwem w letnie wieczory to jego sprawa, ja zdecydowanie wolę fasolkę szparagową w lato.


niedziela, 3 sierpnia 2014

Gruba z biedy ???

Chciałam podjąć temat biedy i otyłości bo z moich obserwacji wynika ze otyłość częściej bierze się z braku pieniędzy na dobre jakościowo jedzenie.

Drugim powodem otyłości, który zauważyłam jest brak pieniędzy na  jakakolwiek rozrywkę, hobby, kulturę i wszystko inne poza jedzeniem co może cieszyć człowieka.

Wyobraźmy sobie nasza sąsiadkę -zapracowana 40-latke, wracająca ze stresującej pracy o 17, na którą czekają domowe obowiązki -zajęcie się dziećmi, kuchnia, brudny kibel do wyszorowania i mąż z piwem na kanapie. Na jedzenie na cały miesiąc opłaceniu rachunków zostaje jej przykładowo 600 zł. To wychodzi około 20 zl dziennie.
Łatwo się domyślić, ze nasza sąsiadka nie skorzysta  z książki Ewy Chodakowskiej na zdrowe przepisy z rybkami co drugi dzień.

Co będzie gotowała?
Z pewnością kotlety mielone wypełnione maksymalna ilością bułki tartej, ziemniaki, kapustę.
Tanie kluski parowe i naleśniki dla dzieci. Z owoców pewnie starczy jej na jabłka, czasem banany jak będą w promocji, może i czasem koszyk przemrożonych twardych nektarynek lub pomarańczy.
Nie dziwie się mojej wymyślonej sąsiadce, ze jak ma wszystkiego dość to siada wieczorem  ze zmęczenia i zjada delicje z Biedronki nie zwracając uwagi, ze jest  w nich  syrop glukozowo-fruktozowy

Tym samym nie dziwie się, ze jedzenie jest jedyna przyjemnością jeżeli ma na życie 600zł na cala rodzinę 4 osobowa. Prz takiej kwocie książka za 30zł jest luksusem, obiadem za 3 dni. Rozgrzeszam wszystkie osoby,którym jest ciężko z objadania. 

Mam tez druga wymyśloną sąsiadkę-jej przeciwieństwo.Ma problemy z mężem. Jest bardzo szczupła, wręcz chuda, ma podobna ilość pieniędzy typowa w polskich domach gdzie pracują dwie osoby i jest 2 dzieci czyli poniżej 1000zł na życie. Moja druga sąsiadka jest chuda ale z biedy. Piersi z kurczaka kupuje mężowi i dzieciom, dla nich także owoce i warzywa. Przypomnę tylko ze racja żywnościową na dzień to około 30 zł ,więc jak robi pierś i warzywa a na  śniadanie ulubione bułeczki męża i dzieci  wędliną i żółtym serem to jej zostanie  sam suchy chleb i tyle wędliny ile zje podczas szykowania. 
Dzieciom  kupi malinki i ulubione chrupki za 9zł za paczkę to jej zostanie owsianka na wodzie lub mleku uht od męczonych hormonami krów za około 2zl.

Smutne to co zauważam,ale tak własnie jest.




Rady Ewy Chodakowskiej z książki może wykorzystać według mnie dobrze zarabiająca singielka, młoda dziewczyna mieszkająca z rodzicami, albo zamożna osoba jakich niewiele chyba w Polsce. Oczywiście to nie reguła i na pewno zaraz się odezwa szczupłe z klasy średniej :)

Ja chciałam zwrócić uwagę na problem biedy i otyłości (częstszy niż chudości z biedy)
Rozumiem takie osoby, które zamiast kawałka ryby kupią mięso mielone z bułką żeby zrobić 2 obiady dla całej rodziny, jak i zamiast uprawiać sport pociesza się słodyczami wieczorem. Czasem po prostu nie ma motywacji-kiedy dookoła marazm .
Moje pomysły na wyjścia z marazmu, biedy i towarzyszącej otyłości postaram się opisać...wkrótce.

sobota, 21 czerwca 2014

Angina ropna bez atybiotyków?

Pewnie wiele razy mieliście to uczucie jak ropa cieknie wam z zatok, a gardło boli, do tego dochodzi ogólne osłabienie, senność. Wszystko zależy od kondycji naszego organizmu, czy stosujemy często antybiotyki, źle się odżywiamy, nasz organizm jest zanieczyszczony toksynami, nie uprawiamy żadnego sportu - mało spacerujemy na świeżym powietrzu, nie hartujemy się itd.
Jeżeli rano jesz jogobellę z owocami, albo chleb, oprócz tego jesz słodycze, na obiad rozgotowane ziemniaki i kotlety w panierce, na podwieczorek jakieś ciastka nasączone tłuszczami trans, a na kolację znów modyfikowaną pszenicę w postaci chleba z żółtym serem z promocji za 15zł/kg i pomidorem rosnącym na gąbce to szczerze nie polecam naturalnego leczenia. W takim wypadku antybiotyki są nawet wskazane, bo taki organizm nie poradzi sobie z katarem, a co dopiero z anginą.
Jestem trochę cyniczna ale takie jest moje zdanie. czy to oznacza, że nie da się być zdrowym kupując tanie jedzenie .....hmm można wyeliminować wszystko to co szkodliwe i kupować:
cebulę, czosnek, kapustę, ziemniaki, buraki itd. droższe sery dojrzewające, oleje, ryby, (wiem wiem mają rtęć), jajka, kasze, orzechy itp. wg własnych upodobań. Chodzi o wyeliminowanie z listy zakupów tych najgorszych.
 Wracając do leczenia się z zapalenia migdałków to potrzebny jest przede wszystkim:
- czas
- sen
- gorące herbaty ziołowe,
- coś co będzie stymulowało białe krwinki do walki z wirusami i bakteriami: 
syropy czosnkowe, cebulowe, probiotyki, propolis, extrakt z pestek grejpfruta, imbir, kurkuma, chrzan
- ewentualnie termofor, koc, szalik itp. (rozgrzewanie )
- jedzenie bogate w witaminy i  A, E, C i kwas foliowy, Selen, Zielona herbata, bakterie probiotyczne, kwasy tłuszczowe Omega-3, czosnek, cynk.



Moja lista jest nie bez powodu uszeregowana i zaczyna się od czasu i snu - czyli największych braków naszej pracującej cywilizacji.
Ja się wyleczyłam z anginy ale dzięki 4 dniom wolnym akurat od pracy, weekend nie jest według mnie wystarczający. Jeżeli po 2-3 dniach nie ma poprawy to oznacza, że nasz organizm jest za słaby, zanieczyszczony itp. Zaznaczam, że to moja indywidualna opinia.
Znam niewiele osób (właściwie to nikt mi się nie przypomina), które nie biorą antybiotyków i mogłby się wyleczyć z choroby bakteryjnej bez chemii.


sobota, 14 czerwca 2014

Choroby skóry a Gluten z pszenicy

Przeczytałam dwa artykuły na temat związku chorób skóry z glutenem. Mam wśród najbliższych znajomych przynajmniej 5 osób cierpiących na jakieś schorzenie skóry, najczęściej jest to łuszczyca. Moi znajomi i przyjaciele próbowali już wszystkiego - medycyny konwencjonalnej i niekonwencjonalnej - maści, kremów, sterydów, zmiany diety, ziół, kąpieli w soli morskiej, słońca - to ostatnie jest ponoć najskuteczniejsze.
Żaden z moich znajomych nie jest na diecie bezglutenowej z powodów, że nie wierzą, że chleb może szkodzić , lubią pieczywo (chrupkie bułeczki) albo nigdy nikt nie poinformował ich, że choroby skóry moga mieć związek z glutenem. Ja próbowałam, ale "nałóg chlebowy" jest silniejszy niż perspektywa wyleczenia skóry albo jeszcze inne powody...
Z defininicji znalezionej na portalu medycznym o łuszczycy znalazłam:
"Gluten jest substancją białkową występującą w zbożach, powszechną w pożywieniu ludzi, na którą bardzo często występują nietolerancje." 

Zastanawiające jest to, że kiedyś więcej było pieczywa które nie było tak nafaszerowane glutenem, ale jak przeczytałam ciekawy artykuł z katolickiego portalu naszdziennik:
"W ostatnich latach nastąpiły duże zmiany w jakości ziarna na mąkę. Ponieważ większym popytem cieszy się pieczywo pszenne, piekarze żądają mąki z pszenicy odmian wysokoglutenowych, gdyż gluten zwiększa tzw. wypiekowość, co przekłada się na zyski piekarzy. Bułeczka z takiej mąki jest jakby napompowana, pulchna jak gąbka, duża, apetyczna, choć jej wartość zdrowotna jest znikoma.
Zdaniem prof. Szymony, gluten w procesie piekarniczym jest składnikiem technicznym, który służy w zasadzie tylko temu, żeby pieczywo rosło jak na drożdżach, które często stają się już zresztą niepotrzebne.
– Nie można powiedzieć, że duża zawartość glutenu jakoś zwiększa wartość odżywczą czy zdrowotność pieczywa – wskazuje prof. Szymona.
Tymczasem presja na stosowanie pszenicy wysokoglutenowej w Polsce rodzi poważne problemy ekologiczne. Polska, poza niektórymi regionami: Wielkopolską, Żuławami i Zamojszczyzną, nie posiada gleb wysokopszenicznych. Większość nadaje się do upraw żyta, jęczmienia i owsa. Uprawianie pszenicy wysokoglutenowej wymaga intensywnego nawożenia, a wówczas faktycznie zjadamy w pieczywie znaczne ilości azotanów i innych trujących substancji.
Artykuł zaciekawił i mnie oraz zniechęcił do jedzenia glutenu. Ja sama przez wiele lat miałam na skórze nóg i ramion - rogowacenie okołomeszkowe zwane także keratosis pilaris albo rogowaceniem przymieszkowym.

Jako nastolatka przetestowałam wszytsko - peelingi, kuracje z drogich kremów z 30% mocznika i więcej.
Poprawa przychodziła tylko w słoneczne miesiące czerwiec-sierpień, a największe pogorszenie styczeń-kwiecień. Zauważyłam, że jak na 6 tygodni wyeliminowałam gluten pod koniec 6 tygodnia była poprawa z moją skórą. Nogi jak zawsze pokryte skórą "krokodyla zrobiły się mniej chropowate. Ja sama widzę związek z glutenem oraz chorobami skóry, a Wy?
 

Żródło:
http://www.naszdziennik.pl/mysl/62473,ile-maki-jest-jeszcze-w-chlebie.html

http://portal.bioslone.pl/nietolerancja_glutenu
http://luszczyca.org.pl/p1/?luszczyca-a-gluten,84


poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Ćwiczenia dla figury Gruszki - przestań męczyć swoje nogi

Po wielu latach męczenia swoich nóg w nadziei na figurę modelki (żarcik, ale fajnie by było) zdecydowałam może dwa lata temu, że nie tędy droga. Sprawdziłam na sobie, że im bardziej męczyłam nogi tym one stawały się bardziej umięśnione mimo kosztem górnej wychudzonej części ciała (rączki jak patyczki).
Wiem już na 100 %, że nie da się odchudzić wybranej partii ciała pozostawiając grubsze, (chodzi o warstewkę miękkiego tłuszczu) wybrane miejsca. Nie znam do końca mechanizmu jak to się dzieje, ale chyba nie mamy na to wpływu czyli znów genetyka. Zajrzałam do zdjęć kobiet z mojej rodziny i wszystko się zgadza - same gruszki. Pewnie niektórzy faceci się teraz roześmieją o co chodzi?  Figurą gruszki nazywa się kobiety, które mają szersze biodra i szczupła górę. Jest wiele rodzajów gruszek, niektóre podobno wyglądają sexy (Jenifer Lopez, Shakira ) w sumie ja się z tym zgadzam.
źródło: http://www.vinted.pl/blog/2013/5/61-jaki-masz-typ-sylwetki

Chciałam swoim postem powstrzymać wszystkie kobiety, które walczą z "gruchą" przysiadami z obciążeniem, nożycami, godzinami ćwiczeń na nogi. Moje doświadczenie potwierdza artykuł , który znalazłam na portalu kulturystyka.pl,  podaję link do całości bo jest ciekawy.
Przeczytajcie sobie :
"Gruszka bardzo popularny typ sylwetki od klepsydry rożni się mniejszym biustem i tendencja, ze w czasie odchudzania w pierwszej kolejności będzie właśnie tutaj chudła. Pragnąca pozbyć się nadmiaru tłuszczu z nóg gruszka, musi się liczyć z tym, ze by to osiągnąć jej górna cześć ciała będzie wychudzona do kości.
Trening skierowany powinien być przede wszystkim na rozbudowanie górnej części ciała dla wyrównania proporcji. Gruszka jak klepsydra powinna unikać nadmiernej ilości spinningu oraz biegania (gdyż ten typ treningu ma tendencje spychania tłuszczu w miedzy włókna mięśniowe). Gruszka musi się liczyć z tym, ze ma również dużo mięśni w nogach, spośród gruszek właśnie wywodzą się panie narzekające na szybki “rozrost” mięśni od biegania, skakania, steperka itd… Gruszka również łatwo puchnie w nogach i ma silne tendencje do “pompy treningowej” oraz ma wyraźny cellulit . Najlepszym sposobem na trening jest niezwracanie uwagi na “przyrost mięśni” który jest chwilowy i niewielki a zauważalny tylko przez tendencje do gromadzenia wody w tej okolicy ciała, gruszka dużo zyskuje dzięki treningowi siłowemu nóg i nie powinna z niego rezygnować.
Gruszka marząca o nogach modelki jest z góry skazana na porażkę, powinna skupić się na poprawie proporcji i jędrności. Za to gruszka i klepsydra posiada plaski, szczupły brzuch i bez większej trudności może pochwalić się krata na brzuchu.
Dobrymi ziołami dla gruszki są ziołami odwadniające typu pokrzywa czy dziurawiec.
Szczególnie “przyjaznymi” dla niech warzywami, są wszystkie krzyżowe i te powinny się znaleźć przynajmniej w jednym posiłku dziennie"

 Jeżeli już straciłaś tkankę tłuszczową i wydaje Ci się, że nie masz z czego chudnąć "na górze" to nie stosuj diet redukujących ilość przyjmowanych kalorii bo może skończyć się to figurą 15 letniego chłopca na górze abo "chudą gruszką".
Zachęcam Was do ćwiczeń na górna partię ciała i to naprawdę przynosi efekty. Odkąd zaczęłam ćwiczyć na ręce powoli przychodzą efekty i nie widać aż tak różnicy. Ja ćwiczę z hantlami 1.5 kg oraz 2 kg.

1. Wymachy z hantlami na boki 3x 15
2. Wymachy do przodu 3x 15
3. Pompki 3x 20 pompek
4. Wymachy w tył (jak u Tracy lub aby poczuć triceps) 3 x 15-20
5.  Podnoszenie ciężarka z przodu i wymachy na boki 3x 15

Najlepsze ćwiczenia dla gruszki to praca nad górną częścią ciała jakie znalazłam a w internecie to kanał youtube Tracy Campoli:
Ćwiczenia trzeba regularnie 4 razy w tygodniu powtarzać, a efekty u gruszek pojawiają się powoli ( w przeciwieństwie do rozbudowy tkanki mięśniowej ud i nóg w ogóle. Na moim przykładzie możecie to zobaczyć jakie efekty przynosi zbyt duża ilość ćwiczeń na nogi.Rozbudowanie nóg przyszło mi z łatwością, dokładnie tak jak pisze w artykule z kulturystyki, to samo z brzuchem.


Zaczynam ćwiczyć z Tracy i hantlami aby wyrównać proporcje. Mam nadzieję, że pomogę "gruszkom" wymodelować choć trochę tę problematyczną figurę. Bardzo proszę o jakieś sygnały jak wam idzie z ćwiczeniami na ręce.

sobota, 22 lutego 2014

Łamliwe paznokcie - czy jest na to rada?

Łamliwe paznokcie to problem wielu moich koleżanek. Z podziwem patrzę na osoby, które mają ładne długie, często pomalowane na czerwono paznokcie. Kiedyś moją uwagę zwróciła kobieta, która  była w szarej sukience, miała popielate włosy i właśnie takie długie czerwone paznokcie, oh jak to pięknie wyglądało. Czasem jak jestem obsługiwana w sklepie przez ekspedientkę, a one wyróżniają się ładnymi paznokciami to im naprawdę nieco zazdroszczę. Ja nigdy nie miałam jakiś super ładnych długich paznokci i chyba to ma związek z genetyką, albo ilością prac domowych bez rękawiczek. Moja mama też nigdy nie mogła się pochwalić pięknymi paznokciami, no coż ubolewam nad tym bardzo.
Niestety to jak wyglądają moje paznokcie teraz to jakiś koszmar- krótkie, połamane, rozdwające się, cienkie i w ogóle jakbym była niedożywiona, a to przecież nieprawda. Nawet nie będę tu wklejała zdjęcia bo nie chce ich oglądać, a także nie chce żeby moje "polamańce" dryfowały w internetowej przestrzeni.

Szukam przyczyn moich słabych paznokci:
według teorii spiskowych dzisiejszych czasów moje problemy wynikają z "niedoborów"
druga opcja to "nadmiar".

Jeżeli chodzi o  niedobór to pewnie za mało jadłam ostatnio warzyw. Sprawdziłam, że dieta na zdrowe paznokcie powinna zawierać: sporo witaminy A, która jest kluczowa. Witaminy z grup B, minerały: cynk, magnez, siarka, żelazo. Znalazłam także u Gillian Mc Keith w książce Jesteś tym co jesz, że warto jeść spirulinę, która jest źródłem białka i minerałów. Chyba muszę wrócić do kupowania spiruliny, bo oprócz minerałów ma także witaminę D, A, B12.





W książce pisze także o mleczku pszczelim, więc szukam gdzie coś takiego można kupić.  Jeżeli zdecyduje się na suplementy to tylko z naturalnymi składnikami.
Postanowiłam skupić się nad wyeliminowaniu nadmiaru szkodliwych substancji w mojej diecie; zakwaszeniu organizmu i prawdopodobnie nierównowadze w jelitach (candida). Możliwe, że za bardzo się zakwasiłam jedząc mięso, jajka, a za mało warzyw.



Wrócę do spiruliny, która dawała mi naprawdę dobre efekty- w postaci odporności i dobrego, łatwo przyswajalnego źródła białka. Jedyne co mnie czasem zastanawia to zanieczyszczenia w wodorostach z morza, ale zaraz potem myślę sobie, że to chyba nie powinnam jeść w ogóle ryb... No cóż nie ma idealnych rozwiązań Muszę czymś wzmocnić moje paznokcie bo wyglądają okropnie, a poza tym lamią mi się także te  u nóg, a to już duży dla mnie problem bo biegam regularnie. Przy biegam do domu z połamanymi paznokciami, muszę je bardzo krótko obcinać, ehhh szkoda pisać.
Gillian w książce Jesteś tym co jesz, pisze także o związku paznokci z wątrobą. - cytuję "jeżeli krew w wątrobie jest zdrowa to paznokcie są mocne". To by oznaczało, że przeciążyłam moją wątrobę kawkami. Ostatnio piłam 2-3 dziennie ale małe. Zacznę oczyszczać  wątrobę aloesem, sokiem z buraków, ostropestem, sokami i zobaczę co się będzie działo. w następnej kolejności skuszę się na suplementy na paznokcie. Generalnie najpierw skupie się na eliminacji szkodliwego a później na włączeniu "odżywki" wcześniej nie miałoby to sensu.

piątek, 10 stycznia 2014

Czy bać się parabenów w kosmetykach?

Od dłuższego czasu panuje dyskusja czy bać się parabenów w kosmetykach. Postanowiłam poszukać co na ten temat sądzą osoby, które mają większy niż ja dostęp do rzetelnych informacji np. Jillian Michaels. Jestem zdania, że lepiej unikać chemii. Jeżeli można zastąpić czymś innym ten konserwant to czemu stosują nadal parabeny? Bo są tanie i skuteczne pewnie.

 Faktycznie nie pozwalają namnażać się bakteriom i grzybom i utrzymują kosmetyk w dobrej kondycji przez dłuższy czas, a wiadomo chodzi o to, żeby nie było strat w produkcji.Kosmetyk nie może być problemem dla sklepu z powodu swojej krótkiej daty przydatności. Oczywiście powinien się sprzedać szybko, ale producent chce mieć argument w ręku, że jego kosmetyk ma długą datę przydatności.

 Ja osobiście unikam parabenów w kosmetykach : -higieny intymnej -twarzy -dezodorantach w kulce -szminkach oraz wszystkich kosmetykach, które mają kontakt z wrażliwą częścią ciała.
Szczególnie uważałabym na dezodoranty w kulce, pasty do zębów, kremy do piersi itp.W ogóle to bardzo uważam czym smaruję takie newralgiczne miejsca, szczerze powiedziawszy to unikam smarowania piersi czymkolwiek poza naturalnymi olejkami czasem. Nie mam zaufania do kosmetyków, które zawierają jakąkolwiek chemię jeżeli chodzi o piersi czy zetknięcie się chemii z błonami śluzowymi i delikatną skórą.
Tak na samo wyczucie jeżeli piersi są miejscem gdzie niestety tworzą się komórki rakowe to mam opory przed wsmarowywaniem w nie chemii-czegoś nie występującego w naturze. Może to bezpodstawne obawy, bo przecież mnóstwo kobiet nosi chemię pod skorą (implanty ), ale psychicznie lepiej się czuję używając naturalnych występujących w naturze środków.


Na jednym z kosmetycznych portali przeczytałam, że parabeny są nieszkodliwe i potrzebne, żeby zachować trwałość kosmetyku. Oczywiście, że to prawda, ale z drugiej strony co mnie obchodzi że producent chce mieć kosmetyk przydatny do używania przez 5 lat!
Po otwarciu przez 6 miesięcy albo dłużej czasem 12. To ja wolę coś o krótszej dacie ale naturalnego.
nie obchodzi mnie, to czym producent chce zachęcić sieci handlowe do zakupu swoich wyrobów!
Aktualnie coraz więcej firm nie stosuje parabenów :min. Yves Rocher (wszystkie naturalne Phenome, Weleda, itp.) oraz ku mojej uciesze polskie firmy (wybrane kosmetyki, które mam zamiar opisać na blogu) Ziaja, Bielenda, Kolastyna. oczywiście nie cała oferta produktowa, ale serie lub wybrane produkty.
Ciekawa jestem Waszego zdania, czy także szukacie "paraben free"

niedziela, 5 stycznia 2014

Odchudzająca kawa ? Zielona kawa? Co odchudza w kawie?

Chciałam się z Wami podzielić moimi doświadczeniami z kawą jako środkiem na odchudzanie.
Przeprowadziłam rozmowę z koleżanką, która jest lekarzem.
 O co chodzi tak naprawdę w odchudzaniu?
 - O ujemny bilans kalorii przy jednoczesnym dbaniu o jakość kalorii :  węglowodany, białko i tłuszcz w proporcji umożliwiającej spalanie.
- O rozgrzanie organizmu - o wprowadzenie go w stan spalania tłuszczu.
Czyli środki takie jak kawa powinny odnieść skutek
- myślę, że tak, ale ilość kalorii nadal pozostaje ważna.
Jako dodatek do diety może odnieść skutek.

Według mnie kawa sprawdzi się i odpowiednio podgrzeje nas i pobudzi do spalania, jeżeli włączymy ćwiczenia fizyczne.

Znalazłam także zieloną kawę, którą można kupić luzem i sobie zaparzyć. Zielona kawa nie nadaje się do mielenia w młynku, trzeba ja sobie samemu zmiażdżyć. Zielona kawa to na pewno nie propozycja dla miłośników aromatu czarnej palonej kawy, bo w procesie palenia straci ona swoje cenne dla odchudzania właściwości.
Niestety zielona kawa jest o wiele bardziej gorzka niż zielona herbata ja osobiście nie lubię tego smaku. Kupiłam tylko raz i nie będę do niej wracać własnie z powodu smaku. Nie znam także osób, które mają jakieś spektakularne efekty po piciu zielonej kawy.